Powiedzmy sobie na samym początku wprost - ta książka nie jest tym czego się oczekiwało.
Nie jest książką złą. Nie jest niedoporacowana, nie traktuje o serialu pobieżnie, wręcz przeciwnie, autorka rozpracowała wszystko od podszewki. Ale czy chcemy czytać od tej podszewki właśnie?
W gruncie rzeczy mam wrażenie, że czytałam pracę dbałością ocierającą się o doktorat. Liczba przypisów przyprawiała o zawroty głowy. Kelsey Miller wzięła się za temat swojego ulubionego serialu bardzo dokładnie. Zaczęła od osób za "Przyjaciół" najbardziej odpowiedzialnych. Wspominała o aktorach, o okolicznościach w jakich dostali oni swoje role. Opisała ich wzajemne stosunki, opisała stosunki na planie. Opisała około serialowe skandale, szał jaki wywołała fryzura na 'The Rachel'. Cały rozdział poświęcono odcinkowi w którym była żona Rossa bierze ślub ze swoją partnerką. Autorka rozłożyła to na czynniki pierwsze od realizacji samej sceny do tego jak społeczeństwo odebrało ten ślub i jak się do niego odniosło.
Wszystko to jednak było strasznie sztywne i obdarte z tego z czego "Przyjaciele" zasłynęli. Nie było w tej książce radości ani zabawy. Miller brnęła z punktu a do b i choć robiła to z wdziękiem, bo nie można powiedzieć, że książka czytelnika męczyła, ciągle czegoś brakowało. Może i opisywała jakieś zabawne anegdotki, ale po chwili mieliśmy już do czynienia z miejscem jakie serial zajmował w wieczornej ramówce stacji telewizyjnej, która go emitowała. Autorka wnikliwie opisywała wszelakie niuanse z jaką takowe ramówki są układane, co w zasadzie mi nie było do szczęścia potrzebne.
Gdzieś spotkałam się z twierdzeniem, że książka nie wnosi nic nowego, to wszystko człowiek mógł sam wyczytać w internecie, trzeba było tylko poszukać. Cóż, może było można, ale autorka pod tym kątem odwaliła kawał niezłej roboty i za to należą jej się oklaski. Wszystkie fakty podała w dość suchej, ale strawnej formie. Zabrakło mi jednak czegoś bardziej soczystego. Jakiś ploteczek, jakiś wpadek z planu, większej ilości materiałów o aktorach. Nie można powiedzieć, że tego nie było, było jednak jak na lekarstwo i to słabe.
Autorka, wydaje mi się, bardzo wyidealizowała wszystko. Nie chce mi się wierzyć, że przez tyle lat kręcenia jednego serialu, nigdy nie było między aktorami żadnych zgrzytów. Że wszyscy byli bardzo zgodni i zawsze dążyli do jednego? Owszem, jestem w stanie uwierzyć, że jeśli walczyli o podwyżki robili to razem, ale każde z nich było człowiekiem i pewnie też miało gorsze dni.
Dowiedziałam się skąd się wzięła Ursula i czy była ona siostrą bliźniaczką Lisy Kudrow. Sporym zaskoczeniem było też oddziaływanie jakie na jeden serial mógł mieć inny. Bardzo fajny pomysł, jestem ciekawa jak wyglądałoby to w praktyce i czy u nas, w natłoku telenowel i seriali obyczajowych, coś takiego mogłoby mieć miejsce. Bardzo mało wspomina się tu o Janice i jej okrzyku, który słyszał chyba każdy. Oh! My! God! Tak, wiem, że ta postać nie jest pierwszoplanowa, ale należy też chyba do takich bohaterów, którzy najmocniej zapadają w pamięć.
Jest to fajna pozycja, dla fanów także, ale brakuje w niej jakieś swobody tematu i leniwego snucia się między poszczególnymi wspomnieniami. W zasadzie gdyby sprawiała wrażenie sympatycznej gawędy, można by było z nią przysiąść na fotelu czy kanapie i popijając kawę z wielkiego kubka czekać aż opisywani "Przyjaciele" do nas dołączą. Autorka ujęła temat bardzo rzeczowo, kładąc duży nacisk na serial jako zjawisko społeczne i kulturowe, przez co stracił on sporo na swym uroku, ciągle będąc porównywanym do czegoś w stylu produktu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo sqn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo sqn. Pokaż wszystkie posty
14 paź 2019
21 lip 2019
"Ultimate Marvel" czyli urwanie głowy.
W ramach wspominania o Spider-Manie chciałam napisać o książce, która wzbudza w nas lekkie zawroty głowy i wieczne powtarzanie 'ale w filmie zrobili to inaczej'.
Nie jesteśmy zbyt wielkimi fanami komiksów i nie znamy bohaterów z ich... Najbardziej oryginalnej strony. Znamy ich z filmów. "Ultimate Marvel. Encyklopedia superbohaterów, arcyłotrów, technologii i pojazdów" wywraca znajomy nam świat do góry nogami, bo nie wszystko jest tak jak postanowili to pokazać scenarzyści filmów z Marvela.
Wydawnictwo Egmont się postarało i zaserwowało interesującą pozycję dla wszystkich którzy lubią drużynę Fantastycznej Czwórki czy Avengers. Dzięki opisom i wielu ilustracjom możemy poznać historię bohaterów o których wiele już słyszeliśmy, ale i o tych, których nie znamy w ogóle, bo w filmach zostali pominięci, lub ich czas na filmowy debiut jeszcze nie nadszedł.
Encyklopedia podzielona jest na kilka działów. Możemy w nich poczytać biografie i streszczenia historii poszczególnych bohaterów. Poznajemy ich pojazdy jak i bronie czy technologie, którymi władają np. Iron Man, Octopus czy Kapitan Ameryka. Dostajemy też informację odnośnie planet czy miejsc w których rozgrywa się życie komiksowych postaci.
Bardzo dobra pozycja. Dla takich jak my - zwykłych ludków, którzy tylko oglądają filmy. Dla prawdziwych fanów - w prosty sposób encyklopedia porządkuje wiedzę odnośnie bohaterów i całego uniwersum.
Wojnę bohaterów też znamy z kin, ale jak się zapowiada w powieści, która powstała na podstawie komiksów - też było inaczej. Biografię Stana Lee, który odpowiada za większość tego zamieszania przeczytał Luby.
11 lut 2019
Bo to smutna książka była.
Siedziałam przez chwilę i myślałam co napisać o "Kamiennym niebie". Nie wymyśliłam nic prócz tytułu tej notki właśnie i to właśnie w nim mogłabym oddać wszystko co miałam do powiedzenia.
Niby skończyła się dobrze. Nassun przeżyła. Essun w pewnym sensie też, choć można by dyskutować czy to co ją spotkało jest 'dobre'. Tu rodzi się oczywiście ciekawość odnośnie tego czy może kiedyś będzie kolejny tom, czy autorka w ogóle by chciała i tak dalej. Mniejsza. Nie teraz mi nad tym dumać.
Historia o ciągłym poszukiwaniu czy to miejsca na ziemi czy akceptacji. Zastanawia mnie to czy Jemisin celowo zepchnęła społeczność Castrimy pod ziemię, bo jak to by było gdyby tak dziwnie zmieszana grupa miałaby trwać na powierzchni, prawda? Bycie górotworem jest trudne. Jest to ciągła walka, czy to z samym sobą czy z otoczeniem czy nawet z najbliższą rodziną. Cena za bycie tym kim się chce jest wysoka. Nassun zmuszona do zabicia własnego ojca, kochająca nieszczęśliwie. Essun wyznaczona do tego by uratować świat i oddająca temu kawałki siebie (dosłownie). Życie matki i córki kiedy nastała piąta pora roku stało się pasmem zadań do wykonania, które nie zawsze są w ich bezpośrednim interesie.
Ogólnie zazwyczaj było tak, że bohaterowie choć przeżywali trudne chwile na końcu swej drogi spotykali słońce i nie było wątpliwości co do tego, że teraz będzie dobrze. Umarłych się grzebało i pamiętano o nich, na wrogów czekało. Autorka na koniec umieszcza scenę pozwalającą sądzić, że Essun ruszy dalej. Ale czy to będzie dobre?
Niby skończyła się dobrze. Nassun przeżyła. Essun w pewnym sensie też, choć można by dyskutować czy to co ją spotkało jest 'dobre'. Tu rodzi się oczywiście ciekawość odnośnie tego czy może kiedyś będzie kolejny tom, czy autorka w ogóle by chciała i tak dalej. Mniejsza. Nie teraz mi nad tym dumać.
Historia o ciągłym poszukiwaniu czy to miejsca na ziemi czy akceptacji. Zastanawia mnie to czy Jemisin celowo zepchnęła społeczność Castrimy pod ziemię, bo jak to by było gdyby tak dziwnie zmieszana grupa miałaby trwać na powierzchni, prawda? Bycie górotworem jest trudne. Jest to ciągła walka, czy to z samym sobą czy z otoczeniem czy nawet z najbliższą rodziną. Cena za bycie tym kim się chce jest wysoka. Nassun zmuszona do zabicia własnego ojca, kochająca nieszczęśliwie. Essun wyznaczona do tego by uratować świat i oddająca temu kawałki siebie (dosłownie). Życie matki i córki kiedy nastała piąta pora roku stało się pasmem zadań do wykonania, które nie zawsze są w ich bezpośrednim interesie.
Ogólnie zazwyczaj było tak, że bohaterowie choć przeżywali trudne chwile na końcu swej drogi spotykali słońce i nie było wątpliwości co do tego, że teraz będzie dobrze. Umarłych się grzebało i pamiętano o nich, na wrogów czekało. Autorka na koniec umieszcza scenę pozwalającą sądzić, że Essun ruszy dalej. Ale czy to będzie dobre?
22 sty 2019
"Wrota obelisków" po nocach.
Nie wiem czy to przez nocną pracę czy przez coś innego, ale to już trzecie podejście do tego by napisać kilka sensownych słów o "Wrotach obelisków".
Ponownie przebywamy ze znanymi nam bohaterami. Jest Essun i Alabaster. Znajduje się Lerna i Shaffa. Poznajemy dalsze losy córki głównej bohaterki, Nassun. Trafiamy do podziemnej wspólnoty Castrimy, która składa się ze zwykłych ludzi i górotworów, co jest dość niezwykłe dla Bezruchu. Gra idzie o księżyc i o jego powrót. O tolerancję, o szacunek i o możliwość bycia sobą.
Przyczyną niemożności napisania czegokolwiek obarczam, rzecz jasna, nocną zmianę. Jakby mnie ktoś zapytał to powiem jedynie, że chodzi o księżyc i o to by wrócił na orbitę, dzięki czemu zakończyłby się tzw. piąte pory roku czyli okresy klęsk i nieurodzajów. Jak to jednak bywa jest konflikt w którym uczestniczy kilka stron. Nie potrafię już powiedzieć kto jest za czym i czyjej śmierci kto pragnie. Wydaje mi się też, że nie było tu akcji. Nie, no, oczywiście, że była. Jeśli jednak ktoś będzie chciał przeczytać coś gdzie jedno wydarzenie goni drugie, a bohater jest uganiany jak Langdon po Watykanie to niech sięgnie po te "Anioły i demony".
Chciałam się skupić głównie na tym, że to sposób w jaki książka jest napisana jest czymś co sprawia, że się czyta i robi się to z przyjemnością. Jest to nieuchwytne i w pewnym sensie bardzo osobiste odczucie dzięki któremu dana osoba czuje, że ta właśnie książka się jej podoba i będzie ją czytać dalej bez względu na to co się dzieje (albo i nie dzieje). Można się od niej oderwać i odetchnąć, ale do takich książek wraca się z przyjemnością, a to chyba najlepsze co książka może nam mieć do zaoferowania. "Wrota obelisków" takie właśnie są.
Autorka wdzięcznie popycha bohaterów do przodu, powolutku, i stawia ich przed obliczem kulminacyjnego momentu, który jest równocześnie końcem pewnego okresu w życiu Essun i doskonałym otwarciem dla ostatniej części trylogii. Może się wydawać, że nie wszystko toczyć się będzie dobrze, bo ludzie się zmieniają i to co znajome może być już obce. Jemisin fajnie też pokazuje różnicę między kształceniem się w sposób oficjalny i zaaprobowany, a 'dzikimi', którzy swoje umiejętności szlifowali sami. Jedni i drudzy potrafią wspaniałe rzeczy, ale tylko zjednoczeni mogą sprawiać cuda.
_________________________________
Na nockach przeczytałam tą książkę, nocną zmianę kontynuują również i w tym tygodniu i dziś zaczynam "Kamienne niebo". Umrę.
Ponownie przebywamy ze znanymi nam bohaterami. Jest Essun i Alabaster. Znajduje się Lerna i Shaffa. Poznajemy dalsze losy córki głównej bohaterki, Nassun. Trafiamy do podziemnej wspólnoty Castrimy, która składa się ze zwykłych ludzi i górotworów, co jest dość niezwykłe dla Bezruchu. Gra idzie o księżyc i o jego powrót. O tolerancję, o szacunek i o możliwość bycia sobą.
Przyczyną niemożności napisania czegokolwiek obarczam, rzecz jasna, nocną zmianę. Jakby mnie ktoś zapytał to powiem jedynie, że chodzi o księżyc i o to by wrócił na orbitę, dzięki czemu zakończyłby się tzw. piąte pory roku czyli okresy klęsk i nieurodzajów. Jak to jednak bywa jest konflikt w którym uczestniczy kilka stron. Nie potrafię już powiedzieć kto jest za czym i czyjej śmierci kto pragnie. Wydaje mi się też, że nie było tu akcji. Nie, no, oczywiście, że była. Jeśli jednak ktoś będzie chciał przeczytać coś gdzie jedno wydarzenie goni drugie, a bohater jest uganiany jak Langdon po Watykanie to niech sięgnie po te "Anioły i demony".
Chciałam się skupić głównie na tym, że to sposób w jaki książka jest napisana jest czymś co sprawia, że się czyta i robi się to z przyjemnością. Jest to nieuchwytne i w pewnym sensie bardzo osobiste odczucie dzięki któremu dana osoba czuje, że ta właśnie książka się jej podoba i będzie ją czytać dalej bez względu na to co się dzieje (albo i nie dzieje). Można się od niej oderwać i odetchnąć, ale do takich książek wraca się z przyjemnością, a to chyba najlepsze co książka może nam mieć do zaoferowania. "Wrota obelisków" takie właśnie są.
Autorka wdzięcznie popycha bohaterów do przodu, powolutku, i stawia ich przed obliczem kulminacyjnego momentu, który jest równocześnie końcem pewnego okresu w życiu Essun i doskonałym otwarciem dla ostatniej części trylogii. Może się wydawać, że nie wszystko toczyć się będzie dobrze, bo ludzie się zmieniają i to co znajome może być już obce. Jemisin fajnie też pokazuje różnicę między kształceniem się w sposób oficjalny i zaaprobowany, a 'dzikimi', którzy swoje umiejętności szlifowali sami. Jedni i drudzy potrafią wspaniałe rzeczy, ale tylko zjednoczeni mogą sprawiać cuda.
_________________________________
Na nockach przeczytałam tą książkę, nocną zmianę kontynuują również i w tym tygodniu i dziś zaczynam "Kamienne niebo". Umrę.
6 sty 2019
Dobrze, że są książki, które potrafią jeszcze tak zwyczajnie zaskoczyć i zbić czytelnika z tropu. Tym bardziej kiedy mowa o fantastyce. Bo ileż można czytać o elfach, prawda? Dobrych, złych, walecznych, delikatnych czy czarnych. Półludziach. Znamy już wszelakie odmiany magii, można by wymieniać całą plejadę znanych czarodziejów i tu też rodzajów ich jest tylu co wspominanych przed momentem elfów.
W "Piątej porze roku" wszystko jest takie nowe i interesujące. Autorka zaskakuje, bo okazuje się, że czytając o trzech postaciach tak naprawdę czytamy o jednej i tej samej. Ten sposób narracji jest świetny, bo nagle trzy wydawać by się mogło niezależne wątki łączą się w jeden i zaostrzają nasz apetyt.
Tak, wiem, że się znów zachwycam, ale cóż mogę począć? Pogadam tu sobie, bo gdzieś muszę, a nikt tego nie zrozumie. A długo jeszcze o tej trylogii gadać będę, bo kiedy skończę pisać tą notkę zabiorę się za tom drugi.
Gdzieś ktoś napisał, że krzywił się na wątki homoseksualne w tej historii. Że teraz książka by się podobała to najprawdopodobniej takowy musi mieć. Mi jakoś nie przeszkodził zbytnio. Można nie lubić czytać o dwóch mężczyznach w łóżku, ale tu nie było tu ani zbyt wulgarne, ani zbyt ckliwe. Ot, kolejna scena w szeregu.
Książka zapewniła udane wejście w 2019 rok. W zasadzie nie tylko ona, bo się złamałam na wieść o Biedronkowej promocji. Kupiłam sobie 5 książek: "Bliźnięta z lodu", "Lot nad kukułczym gniazdem" i całą Trylogię zdrajcy. Tak, wiem, że to złe... Wygrałam też darmową dostawę na Taniej książce i kupiłam "Relaks w 90 sekund", która mam nadzieję, że mi się przyda i uchroni od drażliwości i zdenerwowania. Czyli, że nie tylko przyjemności, ale i dbałość o własne zdrowie. Tym sposobem, znów powiększyłam stos hańby, ale cóż począć?
A teraz...
W "Piątej porze roku" wszystko jest takie nowe i interesujące. Autorka zaskakuje, bo okazuje się, że czytając o trzech postaciach tak naprawdę czytamy o jednej i tej samej. Ten sposób narracji jest świetny, bo nagle trzy wydawać by się mogło niezależne wątki łączą się w jeden i zaostrzają nasz apetyt.
Tak, wiem, że się znów zachwycam, ale cóż mogę począć? Pogadam tu sobie, bo gdzieś muszę, a nikt tego nie zrozumie. A długo jeszcze o tej trylogii gadać będę, bo kiedy skończę pisać tą notkę zabiorę się za tom drugi.
Gdzieś ktoś napisał, że krzywił się na wątki homoseksualne w tej historii. Że teraz książka by się podobała to najprawdopodobniej takowy musi mieć. Mi jakoś nie przeszkodził zbytnio. Można nie lubić czytać o dwóch mężczyznach w łóżku, ale tu nie było tu ani zbyt wulgarne, ani zbyt ckliwe. Ot, kolejna scena w szeregu.
Książka zapewniła udane wejście w 2019 rok. W zasadzie nie tylko ona, bo się złamałam na wieść o Biedronkowej promocji. Kupiłam sobie 5 książek: "Bliźnięta z lodu", "Lot nad kukułczym gniazdem" i całą Trylogię zdrajcy. Tak, wiem, że to złe... Wygrałam też darmową dostawę na Taniej książce i kupiłam "Relaks w 90 sekund", która mam nadzieję, że mi się przyda i uchroni od drażliwości i zdenerwowania. Czyli, że nie tylko przyjemności, ale i dbałość o własne zdrowie. Tym sposobem, znów powiększyłam stos hańby, ale cóż począć?
A teraz...
1 sty 2019
Trudno pisać o książkach, które się podobają i w dodatku są jeszcze z działu fantastyki. Bo jak odnieść się do sytuacji w której znajduje się górotwór czyli coś, ktoś dla nas zupełnie nowy, a co za tym idzie bardzo interesujący?
Ogólnie świat który stworzyła pani Jemisin jest nowy. Nazywa się Bezruch. Nie ma tu już elfów, nie ma też brodatych wojowników i magów których znamy. Wszystko nowe. Są górotwory, osoby mogące za pomocą swej wewnętrznej siły kontrolować warstwy ziemi. Są Stróżowie. Cesarzowie. Jest Mądrość Kamieni. Zniewolenie. Eksperymenty. Jest dziwna, co nie znaczy jednak, że zła, forma narracji w której to bohaterką jesteśmy... My. Jakoś tak. To też sprawia, że "Piąta pora roku" to książka dla mnie w jakiś sposób nowatorska. Pierwszą rolę grają tu kobiety, przed którymi zadania stoją trudne.
Bałam się brać za fantastykę, bo chciałam by książka którą już ewentualnie zacznę czytać była dobra. Ta trylogia stała na półce od października, kiedy ją przywieźliśmy z Targów i chęć wzięcia jej w dłonie dojrzewała we mnie stopniowo. Ciągnęło w jej stronę, ale coś mówiło, że nie, bo będzie źle. Ale nie jest. Jest dobrze. Może akcja narazie jakoś nie pędzi z zawrotną prędkością, ale wszystko jest dobrze wyważone i całkiem przyjemnie się to czyta. Są zaskoczenia, momenty wykrzywiania ust i uśmiech. I chęć czytania dalej, a to zdecydowanie najważniejsze.
Ogólnie świat który stworzyła pani Jemisin jest nowy. Nazywa się Bezruch. Nie ma tu już elfów, nie ma też brodatych wojowników i magów których znamy. Wszystko nowe. Są górotwory, osoby mogące za pomocą swej wewnętrznej siły kontrolować warstwy ziemi. Są Stróżowie. Cesarzowie. Jest Mądrość Kamieni. Zniewolenie. Eksperymenty. Jest dziwna, co nie znaczy jednak, że zła, forma narracji w której to bohaterką jesteśmy... My. Jakoś tak. To też sprawia, że "Piąta pora roku" to książka dla mnie w jakiś sposób nowatorska. Pierwszą rolę grają tu kobiety, przed którymi zadania stoją trudne.
Bałam się brać za fantastykę, bo chciałam by książka którą już ewentualnie zacznę czytać była dobra. Ta trylogia stała na półce od października, kiedy ją przywieźliśmy z Targów i chęć wzięcia jej w dłonie dojrzewała we mnie stopniowo. Ciągnęło w jej stronę, ale coś mówiło, że nie, bo będzie źle. Ale nie jest. Jest dobrze. Może akcja narazie jakoś nie pędzi z zawrotną prędkością, ale wszystko jest dobrze wyważone i całkiem przyjemnie się to czyta. Są zaskoczenia, momenty wykrzywiania ust i uśmiech. I chęć czytania dalej, a to zdecydowanie najważniejsze.
"Wiosna, Lato, Jesień, Zima; Śmierć jest piąta, wszystko spina.
przysłowie arktyczne
Subskrybuj:
Posty (Atom)






