Dawno temu spotkałam się z krótką, bardzo ogólną opinią o tej książce. Ot, ktoś chyba miał pewne wyobrażenie i nie zweryfikował go myśląc, że we wszystkich bajkach grupka dzieciaków pokonuje zło, które na nie dybie. Odbywa się to szybko, łatwo i przyjemnie.
W gruncie rzeczy "To" można określić jednym przymiotnikiem. "To" jest trudne. Trudne do czytania, trudne do zabierania ze sobą, trudne do trzymania w dłoniach. Trudne do ogarnięcia. Trudne do zrozumienia.
Historyjka niby prosta. Dzieci - strach - zło - walka - zwycięstwo. W naprawdę wielkim skrócie.
Jak to u Kinga bywa bohaterowie są odmalowani bardzo realistycznie, całe Derry, czyli miejsce występowania "Tego" również. (Sonia Kaspbrak jak dla mnie została najbardziej wyrazistą bohaterką, choć nie gra w tej historii pierwszych, drugich czy nawet trzecich skrzypiec. Jej solowy występ w szpitalu na długo zapada w pamięć (choć w tym przypadku to niewątpliwie zasługa lektora)). Bardzo to u niego lubię, bo dowiaduję się wielu rzeczy z życia przeciętnego Amerykanina żyjącego w roku 1958. Strona obyczajowa powieści jest jak zwykle dopracowana na najwyższym poziomie. W pewnym sensie momentami przebija to nawet warstwę fabularną, trochę ją podreperowuje.
Bo książka podobała mi się, owszem, ale do czasu. Jak pisałam wcześniej akcja w pewnym momencie przestała mi się zazębiać. Na początku wszystko fajnie się zgrywało, pasowało, a później, nie wiem nawet kiedy, chyba wtedy kiedy stery przejmują dorosłe wersje naszych bohaterów czegoś zaczyna brakować. (Nie pojmowałam też w czym miałby pomóc seks smarkaczy.) Powiedzmy że ta część książki, która opowiada o życiu Frajerów za młodu wciągnęła i przeraziła mnie bardziej niż reszta.
Wiele matek dostałoby pewnie palpitacji serca na wieść co w czasie wolnym porabiają ich pociechy. A pociechy z Derry miały dość interesujące zajęcia. Budowali tamę. Uciekali przed starszymi, agresywnymi chłopakami. Budowali lepianki, w których później odbywały się spotkania Frajerów i wdychali w nich dym. Mierzyli się z tym o czym dorośli nie mieli pojęcia. Z wilkołakami, wielkimi ptaszyskami, mumiami i trędowatymi. Wszystko to było jednym, było to Tym, które terroryzowało miasteczko od niepamiętnych czasów. To żywiło się i strachem i krwią i ciałem. Mieszkało w kanałach i przybierało różne formy, najczęściej klowna, który rozdawał baloniki. Maczało to palce we wszystkich krwawych masakrach jakie miały miejsce w Derry, a biorąc pod uwagę wielkość i ilość mieszkańców miasteczka było tego stosunkowo bardzo dużo.
Bill Denbrough traci brata. Kilkuletni George wychodzi na dwór z papierowym statkiem, który zrobił mu rozłożony chorobą brat. Kiedy śledzi płynący stateczek napotyka się u wylotu kanału na klowna. To z najgorszych spotkań z klownem George'a kończy się oderwanym ramieniem i śmiercią dziecka.
Dorosły Bill wraz z przyjaciółmi wraca do Derry by ostatecznie pokonać To i przerwać ciągnącą się od wielu lat makabrę.
Ta książka jest okropnie długa. Jest jednak wspaniale napisana czego Kingowi nigdy nie można było odmówić. Jak jednak bywa w moich relacjach z tym autorem koniec książki wydaje mi się zbyt krótki, zbyt nijaki, potraktowany można by powiedzieć po macoszemu, bo jakoś to trzeba było skończyć. Nie wiem jednak co można by dać w zamian. Pozostaje zwyczajowy niedosyt, który chyba jest jednak spowodowany moim niezrozumieniem niż brakami u autora.
Choć mam papierową wersję, książkę przesłuchałam w wersji audio. Lektor jak wspominałam robił to niesamowicie. Książkę czytał Leszek Filipowicz i choć nie przesłuchałam zbyt wielu jeszcze audiobooków ten lektor zalicza się do tych, których będę bardzo lubiła (choćby za interpretację też już wspominanej Sonii Kaspbrak). Gdyby nie to, że można było jej wysłuchać nie poznałabym nigdy tej historii, bo sam widok tej książki budził we mnie przerażenie i wewnętrzny opór, bo 'jednak jest za gruba, daj spokój'. Było to ponad 54 godziny słuchania tekstu, nie jestem w stanie powiedzieć jak długo czytałabym książkę sama.
Został jeszcze "Bastion". Też podobny gabarytowo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą to. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą to. Pokaż wszystkie posty
2 lis 2019
17 paź 2019
"Za Frajerów."
Jestem już w połowie książki.
czy
Jestem dopiero w połowie książki*.
Nie wiem też nawet co napisać. Kinga trzeba nazywać 'królem', bo sobie na to zasługuje. Może i nie każdą książką zachwyca, ale "To" jest jak do tej pory świetne. Tak - dłuży się. Z drugiej jednak strony tą dłużyznę bardzo przyjemnie się poznaje. Ktoś chce wiedzieć jak traktowano czarnych mieszkańców Ameryki kilkadziesiąt lat wstecz? Niech tam zajrzy. Ktoś chce wiedzieć jak wyglądało życie w miasteczkach? Niech tam zajrzy. Ktoś chce się przekonać, że dzieci pomimo tego, że bawiły się całymi dniami same i bez telefonów komórkowych, jakoś przeżywały, miały się dobrze i dorastały też niech tam zerknie. Ktoś chce sobie przypomnieć jak to było: bez internetu, z kilkoma kanałami w telewizji? Zachęcam.
Nie wiem dlaczego ta historia budzi we mnie taki sentyment. To nie moje czasy. Nie ten kraj, nie ten kontynent. Może to ta uniwersalność?
________________________________
* Ta pozycja ma ponad 1000 stron i naprawdę nie wiem co wybrać. Co prawda słucham jej, ale mam też książkę i sprawdzam codziennie swoje postępy w... Słuchaniu. Czytaniu.
29 sie 2018
Książkowe zakupy.
Jakiś czas temu na fb ktoś zrobił ankietę, która odnosiła się do tego czy kupujemy książki z drugiej ręki czy interesuje nas jedynie zakup nowych. Nie pamiętam już jaki był wynik, bo szczerze mówiąc mało mnie to obchodziło. Bardzo lubię używane książki, te mniej i bardziej zniszczone (no, wiadomo, że nie skrajnie), bo fajnie jest dać sobie chwilę na reperowanie ich. Uważam, że liczy się historia. To dla tej zawartej w środku opowieści wszak czytamy. Owszem, miło jest popatrzeć na ładne, nowe grzbiety, a nie na spękane, złamane czy obgryzione. Z drugiej jednak strony w takich właśnie książkach jest 'to coś'. Mój tata może nie zgromadził jakieś pokaźnej kolekcji bestsellerów lat minionych, ale trzymam te kilkadziesiąt książek, bo uważam, że po prostu fajnie wyglądają. Są mocno zmęczone życiem. I żółte. A okładki mało zdobne i nieciekawe. Ale są i to najważniejsze.
Tyle tytułem krótkiego wstępu który miał wyjaśnić dlaczego. Przejdźmy teraz do tematu właściwego jakim jest "To" i "Bastion" King'a. Książki wręcz sławne i uwielbiane przez czytelników w końcu trafiły do mnie. Jako tako lubię tego autora. Napisał "Carrie" i "Misery" które są wysoko na listach moich prywatnych naj. Na "To" i "Bastion" polowałam już dość długo, aż wreszcie udało się coś wyhaczyć na olx. Za obie te pozycje dałam łącznie 50 zł co uważam za dość dobrą okazję, tym bardziej, że książki nie są zniszczone, a na dodatek poprzedni właściciel o nie zadbał i obłożył folią. Daleko po nie też nie trzeba było jechać, więc wycieczka umiliła nam niedzielne popołudnie.
Teraz tylko żeby je przeczytać będę musiała chyba mieć jakiś wolny tydzień. Oglądałam ostatnią ekranizację "To" i wiem, że do książki jak większość się nie umywa dlatego będę czytać dzielnie. Mam jedynie nadzieję, że nie będzie przynudzania jak to czasami z Kingiem bywa. Z "Pod kopułą" też momentami męczyłam się niemożliwe. Ale skończyłam i choć koniec odrobinę mnie zaskoczył (?) to ogół zapisałam na plus.
"Bastion" zatrzymuje przy sobie już od samego początku.
"Bastion" zatrzymuje przy sobie już od samego początku.
_________________________
A kiedy weszliśmy do Empiku okazało się, że "To" jest w promocji i kosztuje 28 złotych.
A kiedy weszliśmy do Empiku okazało się, że "To" jest w promocji i kosztuje 28 złotych.
Opisanym zakupem też zapełniłam ostatnią półkę na regale. Ale okazja to okazja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


