Pokazywanie postów oznaczonych etykietą felietony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą felietony. Pokaż wszystkie posty

31 mar 2020

"Na litość boską!", J. Clarkson.

Ach, ten Jeremy.

On i jego problemy sprawiają, że nawet w te pochmurne dni się uśmiecham. Z politowaniem, ale jednak. Kiedyś słyszałam, że nawet jeśli nie mamy konkretnych powodów do uśmiechu to dobrze zrobimy jeśli usta ułożymy w uśmiechu. Wtedy coś klika w mózgu i zaczyna on produkować pożądane substancje chemiczne, które dobrze na nas wpływają.

"Koń w kostkach" dla psa.

Beznadziejne próby pozbycia się zdechłej foki - mam szczerą nadzieję, że większość z tego zwyczajnie zmyślił.

Uświadomił mi również jak ważny jest wybór zegarka. I to nie takiego zegarka jak ma ja - marki Osin, kosztujący kilka lat wstecz 4 dyszki (i wydawał mi się drogi).

Śledzimy też perypetie Clarksona jako ojca. Jako właściciela kilku zwierząt (które niestety umierają i co wtedy?) Jako początkującego perkusisty. Jako zbieracza najbardziej tandetnych i badziewnych pamiątek z wakacji.




Ludzie zajmujący się pogodą są źli, bo występują dopiero po wiadomościach, w których jest mnóstwo ciekawych rzeczy, takich jak morderstwa i wojny, a wszystko, o czym mogą powiedzieć, to mżawka i zachmurzenie w zachodniej części kraju w godzinach przedpołudniowych. Próbują zatem dodać pikanterii swoim komunikatom, żeby ich praca wydawała się nam trochę bardziej interesująca.
          ***
W piątek rano moja żona ubrała się jak strach na wróble, włożyła do torby rolkę papieru toaletowego i odjechała w swoim Astonie Martinie, by obejrzeć bandę beznadziejnych nastolatków śpiewających w strugach deszczu w Glastonbury.
Wydaje mi się, że najprawdopodobniej zwariowała.
          ***
          Jeśli jesteś brzydki, musisz być zabawny.

  
Cóż, ja wyglądałem jak słup telegraficzny, na którym bocian uwił sobie gniazdo.
*** 
Na pewno nie kota - to nikczemne stworzenia, czworonożne odpowiedniki żon piłkarzy: są piękne, zadbane i czyste, ale w zasadzie chodzi im tylko o twoje pieniądze.
          ***
- Sir - odpowiedział policjant. - Nie trzeba korzystać ze zdrowego rozsądku, kiedy istnieją przepisy.

9 lut 2020

"I jeszcze jedno...", J. Clarkson.

Kiedy uprę się na jakąś serię, bardzo chcę ją poznać. Dokupuję więc kolejne części, zazwyczaj z drugiej ręki. Zazwyczaj też jest tak, że serię zaczynam nie od tego tomu który powinien wszystko otwierać. Kiedy zaczynałam znajomość z Harrym Hole, poznałam go w "Pierwszym śniegu", a to był już siódmy tom. Z Jeremym Clarksonem było całkiem źle, bo pierwszym tomem jaki przeczytałam był ten który wydano jaki ostatni.

Dzielnie jednak nadrabiam i wczoraj skończyłam czytać drugi zbiór felietonów znanego prezentera.


By nie było nudno, wynotowałam co zabawniejsze (według mnie) fragmenty. Może i jest tego mało, ale też mam wrażenie, że Clarkson się rozkręca. Ten zbiór obejmuje okres od 11 stycznia 2004 do 18 grudnia 2005r, więc szczęśliwi Brytyjczycy nie myśleli o czymś takim jak Brexit, a Clarkson kupił sobie jakiś domek nad morzem i twierdził, że "większość czasu spędza odbierając dzieci z imprez u rówieśników. Zupełnie tak jak wy".

Niedawno podszedł do mnie pewien facet i powiedział, że naprawdę nie podoba mu się to, co wyczyniam w telewizji i że jeszcze nigdy nie zrobiłem dobrego programu, że jego żona nie wpuściłaby mnie do domu, że zerwał prenumeratę "Sunday Timesa' właśnie ze względu na mnie, i że powinienem w końcu dorosnąć.
 - Mimo to - powiedział - tak na wszelki wypadek wezmę pański autograf.

Owszem, wiem jak skracać trawę - powinienem używać tych wełnianych odkurzaczy znanych w kręgach rolniczych jako stada owiec - ale jak na litość boską zapewnia się owadom ciepło?

Jestem teraz sztucznym hipsterem.

Pogoń za marką osiągnęła już takie stadium, że w ogóle nie liczy się sam produkt. Ważne jest tylko logo. Można obecnie skorzystać z oferty rozpinanych swetrów z logo JCB i wyskoczyć do sklepu monopolowego po wódkę Kałasznikow - celny strzał w głowę gwarantowany. Ile jeszcze czasu upłynie zanim Cadbury zwiąże się z romansami, a Louis Vuitton z przemysłem samochodowym?

Nie mogę jednak znieść ludzi, których hobby polega wyłącznie na tym, by hałasować. Mówię tu o nawiedzonych motocyklistach, którzy w pogodne niedziele zjeżdżają się na wieś, by tam wytwarzać tyle hałasu, ile wlezie. Pewnego dnia uciszę to towarzystwo rozpinając w poprzek drogi drut do cięcia sera.

Jestem nikim - tak twierdzi moja ekskluzywna karta kredytowa.


A wy co czytacie?