Ervisha napisała, że słyszała "o tym jaka jest "mocna"" ta książka.
Jest. Niewątpliwie jest w niej wiele tematów które dają do myślenia, które nakazują się zastanawiać i gdybać.
Nasza bohaterka, którą znany jako żonę i matkę przeinacza się w spiskowca i burzy nowy porządek by przywrócić stary. Wszystko się udaje, sprawa wraca do normy. Ktoś się poświęca by szczęśliwy mógł być ktoś.
"Vox" był interesujący, dziwny i interesujący zarazem. Czasem widziałam w innych opiniach porównania do "Opowieści podręcznej", ale nie zaprzątało mi to głowy, bo tych nie miałam okazji przeczytać.
Najbardziej w książce Dalcher dręczyło mnie to, że mimo iż świat wydawał się być dobrze wykreowany ja podczas czytania tekstu wyszukiwałam luki, które wydawały mi się zasadne. No bo jak, całe Stany Zjednoczone nagle narzucają swoim obywatelkom na nadgarstki liczniki słów i uciszają je, ot tak <pstryk palcami>? Nikt, naprawdę nikt nie protestuje, nie ma jakiś zamieszek? Żaden z mężczyzn się nie sprzeciwia? Ani jeden? Co to w ogóle znaczy, że całym krajem zaczyna rządzić jakiś klecha? I naprawdę każdy mu się podporządkowuje? Żyd? Buddysta? Ateista? Jak to jest, że władzę ma religia, ale tak naprawdę nie przewija się ona zbyt wiele przez treść książki? Jest jakimś tam napędem, ale skoro ojcowie i synowie tak podporządkowali się woli Bożej i wierzą w to, że to oni mają pracować, a żony siedzieć w domu bez słowa i wychowywać dzieci, to dlaczego nie gną krzyży w pokłonach i nie całują krucyfiksów? Jest jakiś procent ślepo wierzących i cytujących Biblię z pamięci, ale są w mniejszości.
Nie pasowało mi, że akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych i w dodatku miesza się w nią religię. Nie żebym się czuła obrażona czy zbulwersowana. Przez to, że książka miała być taka prawdziwa, to przestała taka być. Lepiej chyba byłoby gdyby kraj był fikcyjny i religia też.
Bo czy naprawdę dezinformacja była tak dobra, że żadne inne kraje nie wiedziały co się dzieje? Nikt nie interesował się tym co jest grane na podwórku jednego z największych mocarstw świata? Tym bardziej, że nasza Jean rozmawiała z rodzicami mieszkającymi we Włoszech? Kobiety z całego świata odwróciły się od Amerykanek? Wszystkie organizacje rządowe i pozarządowe, Czerwony Krzyż i cały długi szereg podobnych instytucji na to pozwoliły?
Ta książka może się podobać. Bo jest dobra i mocna. Trzeba ją jednak przyjąć totalnie bezkrytycznie i przymknąć oczy na kilka spraw by absolutnie się nią cieszyć. Również na zakończenie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą christina dalcher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą christina dalcher. Pokaż wszystkie posty
11 sty 2020
6 sty 2020
Sto słów dziennie.
Siedzieliśmy sobie po południu i piliśmy kawę, kiedy zaczęłam opowiadać Małżowi sytuację jaka ma miejsce w książce pod tytułem "Vox" Christiny Dalcher. Nie będę się teraz rozpisywała o fabule, bo o tym może kiedy skończę słuchać, chodzi jednak o to, że w tej książce kobiety obłożone są limitem, który pozwala im wypowiedzieć zaledwie 100 słów dziennie.
Zaczęliśmy o tym rozmawiać i wraz z biegiem rozmowy przestałam się do niego odzywać. Małż popatrzył na mnie ze zdziwieniem i zaczął namawiać bym natychmiast zabrała głos. Kiedy zaczęłam bez słowa kręcić przecząco głową on stwierdził, że w takim razie też nie będzie się już odzywał.
I było po sprawie.
Zaczęliśmy znów mówić i stwierdziliśmy, że to niecodzienne i naprawdę uciążliwe. Złe.
Tym bardziej zaczęła mnie irytować postać męża głównej bohaterki. Bo atmosfera tej książki jest bardzo dziwna. Niby to mężczyźni postanowili uciszyć kobiety ograniczając im możliwość wysławiania się, nauki i zamykając je w domach. Ale nie ma z ich strony jakieś agresji, jakiś bardziej żywych uczuć, które mogłyby tą decyzję tłumaczyć. Mąż Jean McClellan, głównej bohaterki, jest bardzo pasywny. Niby jej współczuje, niby namawia do pewnej współpracy by mogła zyskać trochę wolności, ale kiedy ponownie zostaje zakuta w opaskę zliczającą słowa nie protestuje.
Z drugiej strony nasza bohaterka ma na boku romans z kolegą z pracy. Gloryfikuje go i nosi jego dziecko. W pewnym momencie stwierdza wprost, że nie kocha już męża, nie może go jednak porzucić, bo odcięcie się od męża, zdrada i cudzołożenie jest surowo karane. Oznacza to definitywne wykluczenie ze społeczeństwa. Sama uciec również nie jest w stanie, bo jej, jako kobiecie, odebrano paszport i możliwość jakiś szerzej zakrojonych podróży bez męża u boku.
Bardzo dziwna wizja, bardzo.
Jest też taka sytuacja, kiedy to najstarszy syn naszej bohaterki donosi na swoją dziewczynę i skazuje ją na dożywotnią pracę i zgolenie włosów z głowy w ramach potępienia. Jej ojciec, kiedy odpowiednie służby wywlekają jego córkę z domu nie robi absolutnie nic. Nie uspokaja nawet żony, która nic nie robiąc sobie z ograniczeń wrzeszczy ze zgryzoty i zgrozy i przekracza limit za co karą jest rażenie prądem. Wielokrotne.
____________________________________
Pamiętajcie proszę o Australii. Nie przejmuję się tymi ofiarami w ludziach, nie, jakoś nie. Przeraża mnie los zwierząt. Dorzućcie się do jakieś zbiórki podobnie jak ja.
Zaczęliśmy o tym rozmawiać i wraz z biegiem rozmowy przestałam się do niego odzywać. Małż popatrzył na mnie ze zdziwieniem i zaczął namawiać bym natychmiast zabrała głos. Kiedy zaczęłam bez słowa kręcić przecząco głową on stwierdził, że w takim razie też nie będzie się już odzywał.
I było po sprawie.
Zaczęliśmy znów mówić i stwierdziliśmy, że to niecodzienne i naprawdę uciążliwe. Złe.
Tym bardziej zaczęła mnie irytować postać męża głównej bohaterki. Bo atmosfera tej książki jest bardzo dziwna. Niby to mężczyźni postanowili uciszyć kobiety ograniczając im możliwość wysławiania się, nauki i zamykając je w domach. Ale nie ma z ich strony jakieś agresji, jakiś bardziej żywych uczuć, które mogłyby tą decyzję tłumaczyć. Mąż Jean McClellan, głównej bohaterki, jest bardzo pasywny. Niby jej współczuje, niby namawia do pewnej współpracy by mogła zyskać trochę wolności, ale kiedy ponownie zostaje zakuta w opaskę zliczającą słowa nie protestuje.
Z drugiej strony nasza bohaterka ma na boku romans z kolegą z pracy. Gloryfikuje go i nosi jego dziecko. W pewnym momencie stwierdza wprost, że nie kocha już męża, nie może go jednak porzucić, bo odcięcie się od męża, zdrada i cudzołożenie jest surowo karane. Oznacza to definitywne wykluczenie ze społeczeństwa. Sama uciec również nie jest w stanie, bo jej, jako kobiecie, odebrano paszport i możliwość jakiś szerzej zakrojonych podróży bez męża u boku.
Bardzo dziwna wizja, bardzo.
Jest też taka sytuacja, kiedy to najstarszy syn naszej bohaterki donosi na swoją dziewczynę i skazuje ją na dożywotnią pracę i zgolenie włosów z głowy w ramach potępienia. Jej ojciec, kiedy odpowiednie służby wywlekają jego córkę z domu nie robi absolutnie nic. Nie uspokaja nawet żony, która nic nie robiąc sobie z ograniczeń wrzeszczy ze zgryzoty i zgrozy i przekracza limit za co karą jest rażenie prądem. Wielokrotne.
____________________________________
Pamiętajcie proszę o Australii. Nie przejmuję się tymi ofiarami w ludziach, nie, jakoś nie. Przeraża mnie los zwierząt. Dorzućcie się do jakieś zbiórki podobnie jak ja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
