Siedziałam przez chwilę i myślałam co napisać o "Kamiennym niebie". Nie wymyśliłam nic prócz tytułu tej notki właśnie i to właśnie w nim mogłabym oddać wszystko co miałam do powiedzenia.
Niby skończyła się dobrze. Nassun przeżyła. Essun w pewnym sensie też, choć można by dyskutować czy to co ją spotkało jest 'dobre'. Tu rodzi się oczywiście ciekawość odnośnie tego czy może kiedyś będzie kolejny tom, czy autorka w ogóle by chciała i tak dalej. Mniejsza. Nie teraz mi nad tym dumać.
Historia o ciągłym poszukiwaniu czy to miejsca na ziemi czy akceptacji. Zastanawia mnie to czy Jemisin celowo zepchnęła społeczność Castrimy pod ziemię, bo jak to by było gdyby tak dziwnie zmieszana grupa miałaby trwać na powierzchni, prawda? Bycie górotworem jest trudne. Jest to ciągła walka, czy to z samym sobą czy z otoczeniem czy nawet z najbliższą rodziną. Cena za bycie tym kim się chce jest wysoka. Nassun zmuszona do zabicia własnego ojca, kochająca nieszczęśliwie. Essun wyznaczona do tego by uratować świat i oddająca temu kawałki siebie (dosłownie). Życie matki i córki kiedy nastała piąta pora roku stało się pasmem zadań do wykonania, które nie zawsze są w ich bezpośrednim interesie.
Ogólnie zazwyczaj było tak, że bohaterowie choć przeżywali trudne chwile na końcu swej drogi spotykali słońce i nie było wątpliwości co do tego, że teraz będzie dobrze. Umarłych się grzebało i pamiętano o nich, na wrogów czekało. Autorka na koniec umieszcza scenę pozwalającą sądzić, że Essun ruszy dalej. Ale czy to będzie dobre?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą n.k.jemisin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą n.k.jemisin. Pokaż wszystkie posty
11 lut 2019
22 sty 2019
"Wrota obelisków" po nocach.
Nie wiem czy to przez nocną pracę czy przez coś innego, ale to już trzecie podejście do tego by napisać kilka sensownych słów o "Wrotach obelisków".
Ponownie przebywamy ze znanymi nam bohaterami. Jest Essun i Alabaster. Znajduje się Lerna i Shaffa. Poznajemy dalsze losy córki głównej bohaterki, Nassun. Trafiamy do podziemnej wspólnoty Castrimy, która składa się ze zwykłych ludzi i górotworów, co jest dość niezwykłe dla Bezruchu. Gra idzie o księżyc i o jego powrót. O tolerancję, o szacunek i o możliwość bycia sobą.
Przyczyną niemożności napisania czegokolwiek obarczam, rzecz jasna, nocną zmianę. Jakby mnie ktoś zapytał to powiem jedynie, że chodzi o księżyc i o to by wrócił na orbitę, dzięki czemu zakończyłby się tzw. piąte pory roku czyli okresy klęsk i nieurodzajów. Jak to jednak bywa jest konflikt w którym uczestniczy kilka stron. Nie potrafię już powiedzieć kto jest za czym i czyjej śmierci kto pragnie. Wydaje mi się też, że nie było tu akcji. Nie, no, oczywiście, że była. Jeśli jednak ktoś będzie chciał przeczytać coś gdzie jedno wydarzenie goni drugie, a bohater jest uganiany jak Langdon po Watykanie to niech sięgnie po te "Anioły i demony".
Chciałam się skupić głównie na tym, że to sposób w jaki książka jest napisana jest czymś co sprawia, że się czyta i robi się to z przyjemnością. Jest to nieuchwytne i w pewnym sensie bardzo osobiste odczucie dzięki któremu dana osoba czuje, że ta właśnie książka się jej podoba i będzie ją czytać dalej bez względu na to co się dzieje (albo i nie dzieje). Można się od niej oderwać i odetchnąć, ale do takich książek wraca się z przyjemnością, a to chyba najlepsze co książka może nam mieć do zaoferowania. "Wrota obelisków" takie właśnie są.
Autorka wdzięcznie popycha bohaterów do przodu, powolutku, i stawia ich przed obliczem kulminacyjnego momentu, który jest równocześnie końcem pewnego okresu w życiu Essun i doskonałym otwarciem dla ostatniej części trylogii. Może się wydawać, że nie wszystko toczyć się będzie dobrze, bo ludzie się zmieniają i to co znajome może być już obce. Jemisin fajnie też pokazuje różnicę między kształceniem się w sposób oficjalny i zaaprobowany, a 'dzikimi', którzy swoje umiejętności szlifowali sami. Jedni i drudzy potrafią wspaniałe rzeczy, ale tylko zjednoczeni mogą sprawiać cuda.
_________________________________
Na nockach przeczytałam tą książkę, nocną zmianę kontynuują również i w tym tygodniu i dziś zaczynam "Kamienne niebo". Umrę.
Ponownie przebywamy ze znanymi nam bohaterami. Jest Essun i Alabaster. Znajduje się Lerna i Shaffa. Poznajemy dalsze losy córki głównej bohaterki, Nassun. Trafiamy do podziemnej wspólnoty Castrimy, która składa się ze zwykłych ludzi i górotworów, co jest dość niezwykłe dla Bezruchu. Gra idzie o księżyc i o jego powrót. O tolerancję, o szacunek i o możliwość bycia sobą.
Przyczyną niemożności napisania czegokolwiek obarczam, rzecz jasna, nocną zmianę. Jakby mnie ktoś zapytał to powiem jedynie, że chodzi o księżyc i o to by wrócił na orbitę, dzięki czemu zakończyłby się tzw. piąte pory roku czyli okresy klęsk i nieurodzajów. Jak to jednak bywa jest konflikt w którym uczestniczy kilka stron. Nie potrafię już powiedzieć kto jest za czym i czyjej śmierci kto pragnie. Wydaje mi się też, że nie było tu akcji. Nie, no, oczywiście, że była. Jeśli jednak ktoś będzie chciał przeczytać coś gdzie jedno wydarzenie goni drugie, a bohater jest uganiany jak Langdon po Watykanie to niech sięgnie po te "Anioły i demony".
Chciałam się skupić głównie na tym, że to sposób w jaki książka jest napisana jest czymś co sprawia, że się czyta i robi się to z przyjemnością. Jest to nieuchwytne i w pewnym sensie bardzo osobiste odczucie dzięki któremu dana osoba czuje, że ta właśnie książka się jej podoba i będzie ją czytać dalej bez względu na to co się dzieje (albo i nie dzieje). Można się od niej oderwać i odetchnąć, ale do takich książek wraca się z przyjemnością, a to chyba najlepsze co książka może nam mieć do zaoferowania. "Wrota obelisków" takie właśnie są.
Autorka wdzięcznie popycha bohaterów do przodu, powolutku, i stawia ich przed obliczem kulminacyjnego momentu, który jest równocześnie końcem pewnego okresu w życiu Essun i doskonałym otwarciem dla ostatniej części trylogii. Może się wydawać, że nie wszystko toczyć się będzie dobrze, bo ludzie się zmieniają i to co znajome może być już obce. Jemisin fajnie też pokazuje różnicę między kształceniem się w sposób oficjalny i zaaprobowany, a 'dzikimi', którzy swoje umiejętności szlifowali sami. Jedni i drudzy potrafią wspaniałe rzeczy, ale tylko zjednoczeni mogą sprawiać cuda.
_________________________________
Na nockach przeczytałam tą książkę, nocną zmianę kontynuują również i w tym tygodniu i dziś zaczynam "Kamienne niebo". Umrę.
1 sty 2019
Trudno pisać o książkach, które się podobają i w dodatku są jeszcze z działu fantastyki. Bo jak odnieść się do sytuacji w której znajduje się górotwór czyli coś, ktoś dla nas zupełnie nowy, a co za tym idzie bardzo interesujący?
Ogólnie świat który stworzyła pani Jemisin jest nowy. Nazywa się Bezruch. Nie ma tu już elfów, nie ma też brodatych wojowników i magów których znamy. Wszystko nowe. Są górotwory, osoby mogące za pomocą swej wewnętrznej siły kontrolować warstwy ziemi. Są Stróżowie. Cesarzowie. Jest Mądrość Kamieni. Zniewolenie. Eksperymenty. Jest dziwna, co nie znaczy jednak, że zła, forma narracji w której to bohaterką jesteśmy... My. Jakoś tak. To też sprawia, że "Piąta pora roku" to książka dla mnie w jakiś sposób nowatorska. Pierwszą rolę grają tu kobiety, przed którymi zadania stoją trudne.
Bałam się brać za fantastykę, bo chciałam by książka którą już ewentualnie zacznę czytać była dobra. Ta trylogia stała na półce od października, kiedy ją przywieźliśmy z Targów i chęć wzięcia jej w dłonie dojrzewała we mnie stopniowo. Ciągnęło w jej stronę, ale coś mówiło, że nie, bo będzie źle. Ale nie jest. Jest dobrze. Może akcja narazie jakoś nie pędzi z zawrotną prędkością, ale wszystko jest dobrze wyważone i całkiem przyjemnie się to czyta. Są zaskoczenia, momenty wykrzywiania ust i uśmiech. I chęć czytania dalej, a to zdecydowanie najważniejsze.
Ogólnie świat który stworzyła pani Jemisin jest nowy. Nazywa się Bezruch. Nie ma tu już elfów, nie ma też brodatych wojowników i magów których znamy. Wszystko nowe. Są górotwory, osoby mogące za pomocą swej wewnętrznej siły kontrolować warstwy ziemi. Są Stróżowie. Cesarzowie. Jest Mądrość Kamieni. Zniewolenie. Eksperymenty. Jest dziwna, co nie znaczy jednak, że zła, forma narracji w której to bohaterką jesteśmy... My. Jakoś tak. To też sprawia, że "Piąta pora roku" to książka dla mnie w jakiś sposób nowatorska. Pierwszą rolę grają tu kobiety, przed którymi zadania stoją trudne.
Bałam się brać za fantastykę, bo chciałam by książka którą już ewentualnie zacznę czytać była dobra. Ta trylogia stała na półce od października, kiedy ją przywieźliśmy z Targów i chęć wzięcia jej w dłonie dojrzewała we mnie stopniowo. Ciągnęło w jej stronę, ale coś mówiło, że nie, bo będzie źle. Ale nie jest. Jest dobrze. Może akcja narazie jakoś nie pędzi z zawrotną prędkością, ale wszystko jest dobrze wyważone i całkiem przyjemnie się to czyta. Są zaskoczenia, momenty wykrzywiania ust i uśmiech. I chęć czytania dalej, a to zdecydowanie najważniejsze.
"Wiosna, Lato, Jesień, Zima; Śmierć jest piąta, wszystko spina.
przysłowie arktyczne
Subskrybuj:
Posty (Atom)
