Hm... Co by tu napisać o tej "Krwawej pomarańczy"? Na pewno to, że książka była zaskakująca. W pewnym sensie, bo choć od początku można było zgadnąć kto stoi za tym co złe, to jednak skala tego złego jest bardziej zadziwiająca niż mogłoby się wydawać.
Także postać Alison jest zaskakująca, bo choć nie mogłam jej zdzierżyć do samego końca to jednak musiałam na nią spojrzeć pod trochę innym kątem. Owszem, każdy ma wolną wolę, każdy może wybierać jak chce, ale co jeśli pod pewnym względem ktoś decyduje za nas i mniej czy bardziej, ale jest jednak odpowiedzialny za to co tak szczerze myślimy o sobie? Popycha nas do obwiniania samego siebie jednocześnie starając się być tym najlepszym? Toksyczni ludzie. Nawet ci najbliżsi.
Fajny strzał w ciemno, bo kiedy kupowałam tą książkę nie wiedziałam o niej nic. Może nie stała się jedną z ulubionych, ale nie szkoda mi pieniędzy jakie za nią zapłaciłam, ani też czasu jaki spędziłam na czytaniu. Dobra, wciągająca historyjka przy której kartki przewracają się same.
Ktoś napisał o tej książce, mniej więcej, że nie po to nauczył się czytać, by czuć obrzydzenie. Ale gdzie? Wydaje mi się, że są książki ukazujące w bardziej dosadny sposób sceny tzw. 'ostrego seksu' czy wręcz gwałtu. Nie ma się czego bać. Choć oczywiście rozumiem, bo sama mam podobnie odnośnie innych treści, które innych nie wzruszają.
________________________________
Ależ piękna dziś ta pogoda. Pada cały dzień, więc trzeba by rozejrzeć się za inną lekturą.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krwawa pomarańcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krwawa pomarańcza. Pokaż wszystkie posty
12 maj 2019
8 maj 2019
Polejcie Alison jeszcze jednego.
Nie wiem dlaczego bohaterki kryminałów czy thrillerów tak często muszą być takie... Flejowate. Choć w zasadzie 'często' to złe słowo. Najbardziej zapadają w pamięć, może tak. Bo ta bohaterka z "Dziewczyny z pociągu", której imienia już nie pamiętam (Rachel?) też lubiła wypić, też miała tylko pracę (jej główne zajęcie) i powiedzmy, że była wątpliwa moralnie. Poczytuję teraz "Krwawą pomarańczę" i ta Alison wydaje mi się taka sama. Niby ma dobrą pracę czyli coś co powinno ustawiać niektóre sprawy we właściwej kolejności, ma męża, którego kocha (lub kiedyś kochała) i ma córkę, którą kocha cały czas. Ma dom. W teorii to składa się na całkiem fajne życie, którego można pozazdrościć. I co? A to, że zdradza tego męża, o córce zdarza się jej zapomnieć, lubi wypić i ssać Patrickowi, który w gruncie rzeczy ma z nią niby romans, ale wydaje się, że traktuje ją bardziej jak prywatną dziwkę, a nie kogoś z kim można by się zabawić nazywając to romansem, takim właściwym.
I Alison oczywiście wielokrotnie powtarza, że to koniec z Patrickiem, że nie będzie pić, że bardziej zainteresuje się córką, że postara się naprawić relację z mężem, że się ogarnie...
Bleh...
Irytują mnie takie.
W gruncie rzeczy jednak książkę czyta się fajnie. Akcja zawiązuje się raczej powoli, ale nie przeszkadza to w niczym, bo autorka pisze w sposób dość wciągający i mimo, że wydaje się, że nic się nie dzieje, to przewracamy kartkę za kartką i chcemy wiedzieć co będzie dalej. Akcja toczy się w dwojako. Alison dostaje anonimowe sms wskazujące na to iż ktoś wie o jej romansie co jest jednym wątkiem, drugi związany jest z jej pracą, bo pani mecenas bronić będzie w sądzie kobiety oskarżonej o morderstwo.
To naprawdę dobra lektura. Tym bardziej kiedy za sobą ma się tą część Brigdet Jones, w której to bohaterka oczekuje dziecka. Ach, co to było za zuo. ZUO.
_______________________________________
Przypominam się. Proszę klikać i podawać dalej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
