Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harlan Coben. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harlan Coben. Pokaż wszystkie posty

2 sty 2020

Historie dobre i historie złe.

Przychodzę tu dziś z dwiema książkami. Jedna jest świetna, druga po przeczytaniu wzbudza uczucie niedosytu i wykrzywia usta, bo zakończenie niczego ciekawego nie przyniosło.

Może zacznijmy od tej drugiej i wyrzućmy to z siebie.

Powieści Harlana Cobena nigdy wcześniej nie miałam okazji przeczytać. Jego książka "W domu" trafiła na moją półkę w ramach książkowej wymiany organizowanej na Poznańskich Targach Książki, na początku zeszłego roku. Ponieważ zebrała już dostateczną ilość kurzu, a tegoroczna edycja Targów zbliża się wielkimi krokami (będzie w marcu) postanowiłam przeczytać książki, które wtedy z Małżem przywieźliśmy.

Pomińmy fakt, że nie sprawdziłam w ogóle informacji o tej książce. Może gdybym to zrobiła to wcale bym jej nie zaczynała, bo okazało się, że to 11 tom z serii o nijakim Myronie Bolitar.
Sprawdziłam po tym jak skończyłam ją czytać i pomyślałam, że to taki strzał w kolano z jednej strony. Bo może gdybym zaczęła czytać jak wypada czyli od początku śledziłabym losy Myrona z nadzieją, że z książki na książkę będzie lepiej, a tymczasem załapałam się na koniec ogonka i to w dodatku mocno średni. Nic mi się w tej książce nie podobało po zakończeniu lektury. Cały czas człowiek liczył na jakiś szalony punkt zwrotny, coś co zatrzęsie tą książką i przyprawi o palpitacje serca, ale nic takiego nie nastąpiło. Co zabawne, czytałam tą historię z jakimś ślepym uporem, bo chciałam wiedzieć o co chodziło, co się stanie na końcu. Książka, jak teraz widzę, ma wiele pozytywnych opinii, a ja nie wiem dlaczego. Bohaterowie byli jacyś zabawni, ale nie wiem... W taki dziwny sposób. Bo obok Myrona stoi Win, kimkolwiek on jest, ale jest oczywiście świetny w swej robocie. Aż za świetny. I razem rozwiązują różne sprawy kryminalne.
Zakończenie być może i zaskakiwało, ale cała droga jaką trzeba było przebyć by się na nie załapać trochę zniechęcała. Miałam wrażenie, że Coben pisał i pisał, aż wreszcie mu się znudziło i postanowił zagadkę rozwiązać.

W drugim przypadku sprawa miała się całkiem inaczej. Alex Michaelides wodził czytelnika za nos od samego początku aż już przebierało się nogami ze zniecierpliwienia. Nagle nad głową czytającego zapalała się taka komiksowa żaróweczka, a mózg krzyczał 'nie!'. "Pacjentka", bo o tym thrillerze teraz mowa, okazała się być świetną, zwięzłą (bardzo szybko się skończyła, za szybko) i wciągającą pozycją. Nie miałam czego słuchać, a audiobook ten był dostępny w ramach abonamentu Empiku, więc by w ogóle czegoś słuchać wybrałam tą historię. Też nie sprawdzałam wcześniej informacji o niej, ale w przeciwności do "W domu" okazała się być strzałem w dziesiątkę. Zakończenie wbijało w fotel. Pozycja dla osób lubiących i nie bojących się psychologii, bo mnie osobiście zawsze trochę martwi na wieść o tym jak człowiekowi może pomieszać się w głowie. I że czasem, wcale nie stajemy się kimś kto sobie nie radzi i po prostu potrzebuje pomocy. Czasem stajemy się czymś o wiele gorszym, czymś co wcale nie potrzebuje pomocy w dobrym tego słowa znaczeniu.







____________________________________________
"W domu" to pozycja ze stosu hańby. Teraz czytam "Zamianę" i to będzie kolejna pozycja, która ten stos uszczupli.
Całkiem nieźle jak na początek roku.