"Diabeł ubiera się u Prady" to szczególny przypadek. Książkę czytałam lata temu i od tego momentu w pamięci zaczął mi się skutecznie zapisywać film. Na stałe. Oglądałam go wielokrotnie i znam perypetie Andy, Emily i Mirandy bardzo dobrze. Ostatnio jednak trafił mi się audiobook i postanowiłam sobie przypomnieć jak to faktycznie było.
I chyba lepiej by było jakbym sobie nie przypominała.
Gdyby porównywać książkę do filmu... Cóż, w filmie zrobili to po prostu lepiej. Z drugiej jednak strony ta filmowa Miranda nie mogła się równać z książkowym pierwowzorem. Istny diabeł w spódnicy i dla mniej cierpliwych osób ta bohaterka byłaby zwyczajnym wrzodem na tyłku, którego nie daje się znieść kiedy tylko ten się odzywa. Film nie oddawał tego przerażenia i kołatania serc bohaterek, kiedy znów dzwoniła do nich ich szefowa.
Słuchając książki w wyobraźni widziałam poszczególne sceny z filmu, ale nie czułam się z tego powodu źle. Filmowa chronologia zdarzeń była lepsza, ładniej się składała w całość, a w książce te zdarzenia były poszatkowane, jakbyśmy kilka razy próbowali podejść do punktu kulminacyjnego. Bohaterowie w filmie też tworzyli bardziej zgraną, fajną paczkę niż na kartkach książki czy tam... Ścieżce audio. Wątek alkoholizmu Lily jest taki mało wiarygodny, albo też i osoba Andy jest mało wiarygodnie wykreowana, no niby wie, że przyjaciółka ma problem, ale nie może się nim przejąć, bo praca, wiadomo. Nie jest to jednak dobrze ujęte, jakby autorka, źle wyważyła priorytety i nic z tego nie wyszło.
Nie będę wspominała o kontynuacji, której słucham aktualnie. Andrea stała się okropną histeryczką. Niby prowadzi we współpracy z Emily dobrze prosperujące pismo, wszystko się układa, a jednocześnie martwi ją wszystko i wszystko ją przeraża. W tej pierwszej części była jakaś sympatyczniejsza. Może przez to, że młodsza, bo kontynuacja "Diabła..." dzieje się dekadę później.
