Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

19 cze 2020

Diabeł, Prada i Zemsta.

"Diabeł ubiera się u Prady" to szczególny przypadek. Książkę czytałam lata temu i od tego momentu w pamięci zaczął mi się skutecznie zapisywać film. Na stałe. Oglądałam go wielokrotnie i znam perypetie Andy, Emily i Mirandy bardzo dobrze. Ostatnio jednak trafił mi się audiobook i postanowiłam sobie przypomnieć jak to faktycznie było.

I chyba lepiej by było jakbym sobie nie przypominała.

Gdyby porównywać książkę do filmu... Cóż, w filmie zrobili to po prostu lepiej. Z drugiej jednak strony ta filmowa Miranda nie mogła się równać z książkowym pierwowzorem. Istny diabeł w spódnicy i dla mniej cierpliwych osób ta bohaterka byłaby zwyczajnym wrzodem na tyłku, którego nie daje się znieść kiedy tylko ten się odzywa. Film nie oddawał tego przerażenia i kołatania serc bohaterek, kiedy znów dzwoniła do nich ich szefowa.

Słuchając książki w wyobraźni widziałam poszczególne sceny z filmu, ale nie czułam się z tego powodu źle. Filmowa chronologia zdarzeń była lepsza, ładniej się składała w całość, a w książce te zdarzenia były poszatkowane, jakbyśmy kilka razy próbowali podejść do punktu kulminacyjnego. Bohaterowie w filmie też tworzyli bardziej zgraną, fajną paczkę niż na kartkach książki czy tam... Ścieżce audio. Wątek alkoholizmu Lily jest taki mało wiarygodny, albo też i osoba Andy jest mało wiarygodnie wykreowana, no niby wie, że przyjaciółka ma problem, ale nie może się nim przejąć, bo praca, wiadomo. Nie jest to jednak dobrze ujęte, jakby autorka, źle wyważyła priorytety i nic z tego nie wyszło.

Nie będę wspominała o kontynuacji, której słucham aktualnie. Andrea stała się okropną histeryczką. Niby prowadzi we współpracy z Emily dobrze prosperujące pismo, wszystko się układa, a jednocześnie martwi ją wszystko i wszystko ją przeraża. W tej pierwszej części była jakaś sympatyczniejsza. Może przez to, że młodsza, bo kontynuacja "Diabła..." dzieje się dekadę później.


18 lis 2018

Fantastyczne zwierzęta i różne inne.

Byliśmy wczoraj w kinie na drugiej części "Fantastycznych Zwierząt". Film, ot taki sobie. Według mnie, część pierwsza była lepsza, może dlatego, że można było się w niej dopatrzeć więcej magicznych stworzeń niż w tej najnowszej.

Zadziwia mnie jednak to ile można wycisnąć na podstawie tak cienkiej książeczki, podręcznika do opieki nad magicznymi stworzeniami. Jak łatwo można wykreować nowego głównego bohatera i znaleźć antagonistę. Przyjemnym jest wpaść znów do Hogwartu choćby na kilka scen i odwiedzić szkolne mury. Miło zobaczyć młodsze wcielenia lubianych bohaterów. Pokładam w Rowling dużo zaufania i nadziei, bo chciałabym by dopowiedziała historię, by mogła pokazać co było przed tym co znamy z poprzednich książek. Może w "Zbrodniach Grindelwalda" było zbyt dużo wątków pobocznych, brakowało mi skupienia akcji na tytułowych zbrodniach właśnie, ale chciałabym wierzyć, że to do czegoś prowadzi. Chciałabym wiedzieć, czy Nagini to TA Nagini i dlaczego tak, a nie inaczej.

Choć mogłoby się wydawać, że człowiek z takich rzeczy wyrasta, że to już nie będzie to... To jednak jest miło. Filmy z Skamanderem ucieszyły mnie mimo wszystko bardziej niż 'Przeklęte dziecko', które w ogóle do mnie nie trafiło. Może dlatego, że forma do mnie nie przemówiła, a może też dlatego, że historia opowiadała o czymś co działo się po tym, co dla mnie definitywnie zakończyło się w "Insygniach śmierci". To był koniec historii i nie należało już tu niczego dopisywać, bo po co? Z "Fantastycznymi Zwierzętami" jest inaczej, to rozjaśnianie przeszłości, która niekiedy nie była w książkach zbyt jasna, bo nie można było jej poświęcić czasu.