Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo wab. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo wab. Pokaż wszystkie posty

30 cze 2020

Lipcowa klęska urodzaju.

Wytyczne na lipiec? Najnowsza książka na twojej półce, której jeszcze nie przeczytałaś.

I nastąpiła tu tak zwana klęska urodzaju.

Bo te wszystkie książki trafiły do mnie w przeciągu ostatniego tygodnia:



A jutro już mamy siódmy miesiąc roku. I co by tu wybrać?


_____________________________________
"Boże Narodzenie w Lost River" oczywiście odpada. I Harry z Newt'em chyba też.

24 maj 2020

"Prostytutki. Tajemnice płatnej miłości." - P. Mieśnik, M. Mieśnik.

Wydawać by się mogło, że temat dzisiejszej notki bardzo mało niedzielny. Ale mam czas, książkę skończyłam słuchać kilka dni temu, coś tam sobie o niej pomyślałam. I nie powiem, że mi się podobała.


Nie dlatego, że temat dość... Intrygujący. Powiedźmy sobie, że mieszkam na wsi, miasto w którym pracuję duże nie jest. Zobaczenie kobiety 'pracującej' przy drodze nie jest jednak niczym szokującym. Słyszałam też co nieco o tym gdzie i u nas można było spotkać prostytutki. A jeśli bym naprawdę chciała wystarczy tylko poszukać w internecie by poznać skalę przypadku.

Książka porusza temat o którym na co dzień przy kawie się nie gawędzi. Nie do końca jednak mnie przekonała.

Nie żebym czegoś konkretnego się spodziewała. Część książki była dobra. Opowiadania o różnorakich historiach, które spotykają kobiety jak i ceny które wymieniali autorzy były równie szokujące. Bo nie można na spokojnie słuchać o Nenufarce, która mając zwyczajną pracę dorabia. Wyjeżdża do większych miast, wynajmuje tam lokum i sprasza mężczyzn, którzy mogą robić z nią co chcą. Trudno przyswajać opowieść kobiety, która została wywieziona do burdelu w Niemczech. Trudno wyobrażać sobie losy dziewczyny odurzanej narkotykami i oddawanej mężczyznom gdzieś na luksusowych jachtach.

A później już jest gorzej. I nie wiem dlaczego. Może dlatego, że wywiady wydają się tam bardzo sztucznie napisane? Bardzo źle się tego słuchało, jakby ktoś miał pewne wyobrażenie na temat tego co mógł usłyszeć, więc to sobie ułożył i napisał twierdząc, że to słowa prostytutki, która w normalnym życiu jest już na emeryturze, ale wychodzi sobie dorabiać (sic!).

Należy też pamiętać, że problem prostytucji nie dotyka jedynie kobiet. Mężczyzn i chłopców też. Co jest niewątpliwym plusem tej książki to to, że wspomina o różnych aspektach omawianej sprawy. Prostytucja kobiet i mężczyzn. Prostytucja luksusowa (słynna afera Dubajska) i taka najbardziej przyziemna (tirówki). Prostytucja młodych dziewcząt, które oddają się za kupienie im perfum, bielizny czy czegokolwiek co im potrzebne. Autorzy postanawiają poznać od środka klub dla swingersów, ale wyprawa im tam chyba całkowicie nie wyszła, bo czytelnik nie może pozbyć się wrażenia, że oni stamtąd zwyczajnie uciekli. Zagrożenia. Nie tylko przemoc czy narkotyki, ale i cały wachlarz chorób wenerycznych.

Co mnie osobiście najbardziej zbulwersowało to informacja o tym, że jest nawet jakiś portal, na którym można znaleźć oceny warunków i usług jakie oferują konkretne prostytutki.
Wycinki rozmów użytkowników. Opisy tego co może się stać kiedy prostytutka chce skończyć i odejść z zawodu.

Kolejną rzeczą która mi się nie podobała to seria wynurzeń znajomego autorów jeśli dobrze pamiętam. Jest to parada najdziwniejszych i najbardziej ohydnych prostytutek jaki on spotykał. W pamięć niestety zapadła mi kobieta, która wróciła do pracy bardzo krótko po porodzie i kobieta, która 'po sprawie' podała mu plik ulotek z informacjami odnośnie chorego wnuka. Pomagała zbierać pieniądze na jego leczenie.

I to też wydawało mi się niemożliwe.

Co najdziwniejsze po lekturze choć trochę jestem w stanie zrozumieć kobiety, które podejmują same decyzję o płatnym oddawaniu się. Nie są to tanie usługi i jeśli ktoś potrafi się przemóc może w dość krótkim czasie zarobić tyle na ile ja muszę pracować przez miesiąc i to z nadgodzinami.

Właścicielka salonów z masażami erotycznymi twierdzi, że ona nigdy nie zatrudniała typowych prostytutek, bo takim nie chciało się pracować, bo przecież ich godzina pracy kończyła się wraz z pierwszym wytryskiem, a często nie trwa to dłużej niż kwadrans.

Sama nie wiem. Być może książka wydawała mi się w części niewiarygodna, bo ja nie jestem w stanie sobie wyobrazić takiego świata. Bo mam bezpieczne życie w którym chodzę do zwyczajnej pracy, męża z którym jestem szczęśliwa i dom. Nie każdy jest jednak taki jak ja.

Prawdą jednak jest, że są książki, które mimo iż traktują o sytuacjach kompletnie zmyślonych potrafią sprawić, że w nie wierzymy.

17 sty 2020

"Czerwony notes", S. Lundberg.

Tak sobie słuchałam i słuchałam i życzyłam sobie, żeby ta książka nie miała dobrego zakończenia. Nie, nie, nie... Bo by ono nie pasowało, bo to powinno się skończyć właśnie tak że...


Poznajemy Doris. Sympatyczna pani mieszkająca samotnie w Sztokholmie. Ma 96 lat. Doris ma Jenny. Jej jedyna żyjąca krewna żyje jednak dość daleko, bo w Stanach Zjednoczonych. Rozmawiają ze sobą przez Skype'a. Doris spisuje swoje wspomnienia. Robi to dla Jenny. Przegląda swój czerwony notes, który przed wielu laty dostała od ojca. Śledząc spisane w nim imiona i nazwiska poznajemy historię życia staruszki. 

Lubię książki, które opowiadane są z perspektywy teraźniejszości i przeszłości. Wraz z bohaterką cofamy się w czasie by śledzić jej dość burzliwe losy. Wcześnie straciła ojca, po krótkim czasie matka odprawiła ją z domu. Pracowała jako służąca, później wyjechała do Paryża.

Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to dobre zakończenie. Postać Doris jest postacią z gatunku tych co wiatr im w oczy cały czas. Praktycznie wyrzucona z domu. Wyjeżdża do kompletnie obcego kraju bez znajomości języka. Owszem, dzięki swej urodzie może pracować jako modelka w domach handlowych Paryża, ale cóż z tego kiedy już wkrótce umrze jej matka, a siostra, która żyła do tej pory z nią w Szwecji nagle zjawia się we Francji?

Pewnego dnia, kiedy opiekunka się spóźnia Doris będąc głodną wstaje i powolutku idzie w stronę szafki w której ma schowane czekoladki. Przewraca się, w wyniku czego łamie kość i zostaje uziemiona w szpitalu.
Przylatuje do niej Jenny. Jenny, która kocha Doris jak matkę, której praktycznie nigdy nie miała.

Sprawa idzie o niespełnioną miłość z młodości głównej bohaterki. Ileż to przeciwności losu i złośliwych przypadków sprawiło, że nigdy nie była ze swym ukochanym. Nigdy tak naprawdę nie zaznała szczęścia, a jej los był pasmem nieszczęść przeplatanych maleńkimi uśmiechami losu, takimi tylko by dało się przeżyć.

Wiem, że to być może i straszne i złe, ale wydaje mi się, że czasem nie jest wskazane kończyć książki dobrze. Tak na siłę, że oto nagle jeden strzał, jedna szansa na milion, ale, cudownie, się udaje i ooooo... Po prostu się udaje.

Nie.

2 sty 2020

Historie dobre i historie złe.

Przychodzę tu dziś z dwiema książkami. Jedna jest świetna, druga po przeczytaniu wzbudza uczucie niedosytu i wykrzywia usta, bo zakończenie niczego ciekawego nie przyniosło.

Może zacznijmy od tej drugiej i wyrzućmy to z siebie.

Powieści Harlana Cobena nigdy wcześniej nie miałam okazji przeczytać. Jego książka "W domu" trafiła na moją półkę w ramach książkowej wymiany organizowanej na Poznańskich Targach Książki, na początku zeszłego roku. Ponieważ zebrała już dostateczną ilość kurzu, a tegoroczna edycja Targów zbliża się wielkimi krokami (będzie w marcu) postanowiłam przeczytać książki, które wtedy z Małżem przywieźliśmy.

Pomińmy fakt, że nie sprawdziłam w ogóle informacji o tej książce. Może gdybym to zrobiła to wcale bym jej nie zaczynała, bo okazało się, że to 11 tom z serii o nijakim Myronie Bolitar.
Sprawdziłam po tym jak skończyłam ją czytać i pomyślałam, że to taki strzał w kolano z jednej strony. Bo może gdybym zaczęła czytać jak wypada czyli od początku śledziłabym losy Myrona z nadzieją, że z książki na książkę będzie lepiej, a tymczasem załapałam się na koniec ogonka i to w dodatku mocno średni. Nic mi się w tej książce nie podobało po zakończeniu lektury. Cały czas człowiek liczył na jakiś szalony punkt zwrotny, coś co zatrzęsie tą książką i przyprawi o palpitacje serca, ale nic takiego nie nastąpiło. Co zabawne, czytałam tą historię z jakimś ślepym uporem, bo chciałam wiedzieć o co chodziło, co się stanie na końcu. Książka, jak teraz widzę, ma wiele pozytywnych opinii, a ja nie wiem dlaczego. Bohaterowie byli jacyś zabawni, ale nie wiem... W taki dziwny sposób. Bo obok Myrona stoi Win, kimkolwiek on jest, ale jest oczywiście świetny w swej robocie. Aż za świetny. I razem rozwiązują różne sprawy kryminalne.
Zakończenie być może i zaskakiwało, ale cała droga jaką trzeba było przebyć by się na nie załapać trochę zniechęcała. Miałam wrażenie, że Coben pisał i pisał, aż wreszcie mu się znudziło i postanowił zagadkę rozwiązać.

W drugim przypadku sprawa miała się całkiem inaczej. Alex Michaelides wodził czytelnika za nos od samego początku aż już przebierało się nogami ze zniecierpliwienia. Nagle nad głową czytającego zapalała się taka komiksowa żaróweczka, a mózg krzyczał 'nie!'. "Pacjentka", bo o tym thrillerze teraz mowa, okazała się być świetną, zwięzłą (bardzo szybko się skończyła, za szybko) i wciągającą pozycją. Nie miałam czego słuchać, a audiobook ten był dostępny w ramach abonamentu Empiku, więc by w ogóle czegoś słuchać wybrałam tą historię. Też nie sprawdzałam wcześniej informacji o niej, ale w przeciwności do "W domu" okazała się być strzałem w dziesiątkę. Zakończenie wbijało w fotel. Pozycja dla osób lubiących i nie bojących się psychologii, bo mnie osobiście zawsze trochę martwi na wieść o tym jak człowiekowi może pomieszać się w głowie. I że czasem, wcale nie stajemy się kimś kto sobie nie radzi i po prostu potrzebuje pomocy. Czasem stajemy się czymś o wiele gorszym, czymś co wcale nie potrzebuje pomocy w dobrym tego słowa znaczeniu.







____________________________________________
"W domu" to pozycja ze stosu hańby. Teraz czytam "Zamianę" i to będzie kolejna pozycja, która ten stos uszczupli.
Całkiem nieźle jak na początek roku.

22 gru 2019

Dlaczego oni zawsze muszą dać się w to wciągnąć...?

"Chciwość" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marca Elsberga. Słyszałam do tej pory o innych jego książkach i choć tamte, np. Blackout, zalegają sobie spokojnie na czytniku, zabrałam się za słuchanie "Chciwości", bo akurat nic ciekawszego na słuchawkach nie było.



Nie wiem dlaczego, ale nie zakładałam, że Elsberg pisze książki sensacyjne. Choć nie czytałam wcześniej żadnej jego książki jakoś tak kojarzył mi się z powieściami apokaliptycznymi, a tymczasem dostałam historię w stylu Dana Browna tylko, że bez Roberta Langdona i jego zegarka z Myszką Miki.

Zarys fabuły jest prosty. Przypadkowy człowiek staje się świadkiem czegoś co jest morderstwem. Oczywiście staje się też automatycznie głównym podejrzanym. Nie dość, że zaczyna ścigać go policja, ścigają go też ci 'źli', którzy mają za zadanie zlikwidować jedynego świadka. Postanawia dotrzeć do pewnego baru i znaleźć człowieka o którym w ostatnich słowach wspominał jeden z zamordowanych ludzi. I akcja już zaczyna się toczyć.

Ogólnie rzecz biorąc książka zamiast informacji historycznych i tajemnic czasów przeszłych dotyczy współczesności. Poruszane są zagadnienia z ekonomi, matematyki i gospodarki. Sprawa toczy się o cudowne remedium dzięki wprowadzeniu którego wszystkim na świecie będzie żyło się lepiej i co najważniejsze - dostatnie.

Bohaterowie są tacy sobie, akcja też. Jeden niekończący się pościg.

Co najbardziej zawsze zaskakuje mnie w takich książkach to to jak bohaterowie dają wciągnąć się we wszystko. Teoretycznie wszak Jan, który jest wspominanym świadkiem sprytnego morderstwa, wcale nie musiał iść i szukać ani tej knajpy, ani osoby o jakiej mu wspomniano. Nie musi później też w tym wszystkim uczestniczyć i z biegiem czasu tylko mnie irytował, bo kiedy kolejni bohaterowie, którzy przejęli stery przejawiali znajomość zagadnienia i rozum, on zazwyczaj marudził i wydawał się takim piątym kołem u wozu, które jakimś cudem nie odpadło.
Jeśli Jan wydaje się być mało rozgarnięty w kwestii matmy i rynków gospodarczych to na szczęście znajduje on kogoś kto mu wszystko wyjaśni i pomoże. I mimo to, że facet wydaje się być mądrzejszy i bardziej bywały w świecie też oczywiście daje się we wszystko wciągnąć i brną razem dalej w tą niekończącą się ucieczkę przed wszystkimi.

Swoją drogą nie znam się za bardzo na ekonomi i międzynarodowym obrocie pieniędzmi. Ciekawi mnie zatem czy teoria przedstawiona z książce Elsberga ma jakieś szanse się ziścić. Bo jeśli tak to dlaczego nie mielibyśmy mieć lepiej? I to wszyscy, a nie tylko pewien skromny procent ludzkości...



Całkiem fajnie by było gdyby te założenia okazały się sensowne i ziściły się na święta.