W czasach dawnych kiedy to byłam sporo młodsza ekscytację czułam o wiele częściej. Przynajmniej raz na tydzień, bo wtedy wychodził jakiś odcinek serialu. Nie były to dzieła wielkich lotów, bo były to albo "Pamiętniki wampirów" albo "The Originals". Ogólnie rzecz biorąc miłość, intrygi i te nadprzyrodzone, fantastyczne wątki.
Z tego co pamiętam "Pamiętników" nie obejrzałam do końca, tego drugiego zresztą też nie, bo mnogość i skomplikowanie tego wszystkiego sprawiała że wszystko zaczynało już być mało zrozumiałe, a jednocześnie powtarzalne. Ktoś umarł, kogoś wskrzesili, kogoś przebili kołkiem, ktoś komuś przypominał kogoś z przeszłości, znowu kogoś wskrzesili, blah, blah, blah...
Do tej pory takie historie omijałam szerokim łukiem. Fakt faktem jak większość byłam oczarowana "Zmierzchem", ale książki które kojarzyły mi się z tym pewnym typem literatury nie trafiały do moich rąk. Nie czytałam o "Naznaczonej", nie poznałam całych "Darów Anioła". Był też taki cykl pt. "Szeptem", była "Niezgodna" i "Igrzyska śmierci".
Ostatnio jednak, kiedy to nie mogłam się na nic zdecydować, a słuchanie o wyborach czy koronie wychodziło już bokiem wybrałam do posłuchania książkę, która gdzieś mi się tam zawsze przewijała, a mianowicie "Dwór cierni i róż" S. J. Maas.
I przepadłam.
Co tam się dzieje! Co za bohaterowie! Jeden gorszy od drugiego, jeden intrygant goni drugiego. Nic nie jest takie jak się wydawało.
Kiedy byłam w połowie pierwszego tomu myślałam, że mamy do czynienia z inną wersją "Pięknej i Bestii", ale sam koniec książki i początek drugiego tomu ("Dwór mgieł i furii") wywróciły mi wszystko do góry nogami.
Bardzo podobają mi się tamtejsze potwory, imiona bohaterów (Amrena) i ta niezdrowa rywalizacja i intrygi.
Ach!
Ciekawa, rozrywkowa lektura. Tak na teraz.
_______________________________
A wczoraj było internetowe spotkanie z Jo Nesbo. Nie ma co liczyć w najbliższym czasie na nowego Harry'ego.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżówka. Pokaż wszystkie posty
7 maj 2020
13 lip 2019
"Save us", M. Kasten.
Niektóre trylogie kończą się zbyt szybko. I w zasadzie wcale im to nie szkodzi. Jednak jako książkowy truteń jestem trochę zawiedziona. Lubię kiedy historia się rozwija, a nie tak jak tu. W "Save us" miałam najmocniejsze wrażenie, że autorka poleciała po łebkach. Kolejne wątki zostały odhaczone, finał historii został rozwiązany (zbyt) prosto i już. Koniec. W gruncie rzeczy myślę, że młodzieży mogłoby się takie coś spodobać, bo kto by chciał tracić czas na zbędne opisy czy bardziej rozwlekle pokazywanie tego co dzieje się w sercach i umysłach bohaterów, ale cóż, może tego teraz trzeba.
Było kilka wątków które mi się podobały. Na przykład ten kiedy to James musiał zacząć pomieszkiwać u Ruby (która swoją drogą w tym tomie stała się strasznie płaska, może ze względu na natłok bohaterów autorka nie miała miejsca na to?). Podobało mi się to, że Lydia i Ember potrafiły postawić na swoim, polubiłam ciotkę bliźniaków.
Historia w książce była jednak zbyt piękna. Wszyscy bohaterowie skończyli jako jedna wielka kochająca się rodzina (no, za wyjątkiem ojca Jamesa i Lydii). James porzucił w końcu drogę, którą wybrali dla niego rodzice, Lydia dostaje swoją szansę, a Ruby bez przeszkód może myśleć o wymarzonych studiach. Czarne charaktery zostały wybielone, finał historii zostaje rozwiązany bardzo tanio za pomocą pewnego kluczyka który kiedyś został przekazany z jednych rąk do drugich.
Mogę powiedzieć, że czytało się fajnie, ale ta trylogia nie zachęciła mnie w żadnym stopniu by sięgnąć po inne książki autorki. Wiem, że staję tu ością w gardle wielu osobom, ale w gruncie rzeczy są o wiele lepsze książki. Jeśli ktoś lubi takie zapychacze to może śmiało po książki Kasten sięgać. Czytało się lekko, łatwo i przyjemnie. Nie wiem jednak czy nie lepiej poświęcić więcej czasu na coś o wiele bardziej wartościowego.
Było kilka wątków które mi się podobały. Na przykład ten kiedy to James musiał zacząć pomieszkiwać u Ruby (która swoją drogą w tym tomie stała się strasznie płaska, może ze względu na natłok bohaterów autorka nie miała miejsca na to?). Podobało mi się to, że Lydia i Ember potrafiły postawić na swoim, polubiłam ciotkę bliźniaków.
Historia w książce była jednak zbyt piękna. Wszyscy bohaterowie skończyli jako jedna wielka kochająca się rodzina (no, za wyjątkiem ojca Jamesa i Lydii). James porzucił w końcu drogę, którą wybrali dla niego rodzice, Lydia dostaje swoją szansę, a Ruby bez przeszkód może myśleć o wymarzonych studiach. Czarne charaktery zostały wybielone, finał historii zostaje rozwiązany bardzo tanio za pomocą pewnego kluczyka który kiedyś został przekazany z jednych rąk do drugich.
Mogę powiedzieć, że czytało się fajnie, ale ta trylogia nie zachęciła mnie w żadnym stopniu by sięgnąć po inne książki autorki. Wiem, że staję tu ością w gardle wielu osobom, ale w gruncie rzeczy są o wiele lepsze książki. Jeśli ktoś lubi takie zapychacze to może śmiało po książki Kasten sięgać. Czytało się lekko, łatwo i przyjemnie. Nie wiem jednak czy nie lepiej poświęcić więcej czasu na coś o wiele bardziej wartościowego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

