14 paź 2018

Trylogia o Wayward Pines.

Cóż można napisać o książkach, które praktycznie w stu procentach się podobały? To naprawdę trudne zadanie, bo raczej trudno mi piać z zachwytu. A powinnam. Bo Wayward Pines zaoferowało mi wszystko co lubię. Tajemnicę. Uczucie ciągłej paranoi, niebezpieczeństwo, zagadki. Przesuwając palcem po czytniku by otworzyć kolejną stronę podczas czytania pierwszego tomu nie byłam pewna czego się spodziewać. Autor zaserwował prawdziwie wybuchową mieszankę od której trudno było się oderwać. Nie było wolnej chwili by złapać oddech. Gnał mnie bez ustanku przez kolejne zagmatwane sprawy, a ja ciągle domagałam się odpowiedzi, których ten skąpił. Udzielał ich zdawkowo. W drugim tomie było już o wiele lepiej. Wiele spraw rozjaśniono, główny bohater wydawać by się mogło znalazł w końcu swoją rolę w tym idealnym miasteczku jakim jest Wayward Pines. Ale czy aby na pewno? Czy mając buntowniczą naturę i chęć niesienia wolności będzie potulny i oddany? Jak sobie poradzi z jednej strony mając na uwadze dobro swoje i rodziny, z drugiej dobro mieszkańców miasteczka, a z trzeciej mając niebezpiecznego człowieka będącego założycielem tego jakże cudownego miejsca? I co jeśli naprawdę to miasteczko jest ostatnią ostoją ludzkości na całej ziemi?

Całkiem przyjemne przedstawienie ludzkiej apokalipsy. Pierwszy raz spotkałam się z takim wyobrażeniem. Pominięto tu wojny nuklearne, katastrofy naturalne i tym podobne. Kilka setek ludzi zostaje uśpionych na kilkanaście wieków by po wybudzeniu się zaaklimatyzowano ich w tytułowym Wayward Pines. Jednym wychodzi to lepiej, drugim gorzej. Tym którym nie wychodzi wcale czekają nocne igrzyska, a dźwięk dzwoniącego telefonu w wielu mieszkańcach budzi niebezpieczną rządzę krwi. Trwają w kłamstwie, niektórzy w odczuciu tego, że ich życie to już życie pozagrobowe. Nieświadomi tego są kontrolowani przez 24 godziny na dobę. Jeden z nich jednak się nie poddaje, przeżywa swoje własne igrzyska, staje się szeryfem miasteczka i zaczyna prowadzić niebezpieczną grę o prawdę. Prawda pomimo tego, że jest straszna, pozostaje też okupiona krwią niewinnych mieszkańców, kiedy to zostają wystawieni na żer dla abików - stworów nie znających litości.

Opis jakże chaotyczny, ale ta opowieść też taka jest. Nie znaczy to jednak, że jest totalnie bez sensu. Niezmiernie wciągająca już od pierwszej strony i nieustannie trzymająca w napięciu. Wydaje mi się że każdy z trzech tomów trzyma podobny poziom chociaż traktuje o trochę innych rzeczach. W pierwszym śledzimy walkę agenta specjalnego Burke. W drugim obserwujemy miasteczko, zagłębiamy się w sprawy jego stwórcy i złożonego aparatu inwigilacji. Trzeci tom to walka o przetrwanie mieszkańców.

Jeśli ktoś szuka lekkiego czytania, które na kilka godzin oderwie go od rzeczywistości i przeniesie gdzieś indziej to niech śmiało sięga po te książki.


1 komentarz:

  1. Można powiedzieć, że potrafisz zainteresować fabułą. Oglądałam kiedyś podobny film, momentami był denerwujący, ale trzymał w napięciu do ostatniej sekundy...

    OdpowiedzUsuń