30 cze 2020

Lipcowa klęska urodzaju.

Wytyczne na lipiec? Najnowsza książka na twojej półce, której jeszcze nie przeczytałaś.

I nastąpiła tu tak zwana klęska urodzaju.

Bo te wszystkie książki trafiły do mnie w przeciągu ostatniego tygodnia:



A jutro już mamy siódmy miesiąc roku. I co by tu wybrać?


_____________________________________
"Boże Narodzenie w Lost River" oczywiście odpada. I Harry z Newt'em chyba też.

26 cze 2020

"Zatruty ogród", A. Marwood.

Kiedy skończyłam słuchać najnowszej książki Alex Marwood zaczęłam mruczeć pod nosem dość niewybredne słowa. Dobrze, że mam odosobnione stanowisko pracy, bo nikt nie mógł mnie usłyszeć.

Bo lubię jej książki. Przeczytałam wszystkie (te wydane pod pseudonimem), jedne bardziej przypadły mi do gustu drugie mniej (przesadzam, te 'wszystkie' to raptem trzy pozycje), ale do autorki byłam nastawiona pozytywnie. Może nie aż tak by rzucać się na jej książkę tuż po premierze, można sobie dać czas. I ja dałam sobie ten czas.

Na gorąco: zawiodłaś mnie kobieto!

Na zimno: hmmmm...




Książka opowiada o Romy. Kobiecie, która ocalała z rzekomej masakry która wydarzyła się na czymś na kształt farmy, którą zamieszkiwało sporo osób. Ich społeczność tworzyła sektę, "Arkę". Wierzyli w to, że kiedyś w końcu nadejdzie kres, jakaś katastrofa, która zniszczy ludzkość, a oni będą tymi, którzy tą ludzkość odbudują. Romy trafiła tam jako mała dziewczynka wraz z matką. Wspomniana matka będąc nastolatką ucieka z rodzinnego domu i znajduje swoją nową rodzinę wśród członków sekty.

Kiedy policja wkracza na teren farmy i znajdują same trupy sytuacja nie jest różowa. Żyje tylko Romy i jej rodzeństwo Eden i Ilo. Romy trafia do psychiatryka, a Eden i Ilo do ich ciotki, Sarah.

Jest to bardzo dziwna książka. Ciągle mi w niej czegoś brakowało. Słuchałam jej z ciekawością, ale to była ciekawość typu 'no kiedy się wreszcie coś stanie?'. Bo historia płynęła i płynęła, nie była jakoś strasznie nudna, ale od thrillera wymagałabym czegoś innego. Kolejne zabójstwa były wykonywane z zimną krwią i może to miało mnie zmrozić, ale nie dało rady. Może nie wczułam się w psychologię głównej bohaterki. Może nie wyczułam tej psychopatycznej nutki, która miałaby towarzyszyć komuś kto całym sercem jest połączony z ludźmi o bardzo niecodziennych ambicjach i poglądach.

Moje luźne definicje gatunku tłumaczyły thriller jako taką książkę w której bohater czuje zagrożenie. Nie wydawało mi się, że Romy je czuła, może Eden i Ilo.
O wiele bardziej podobały mi się retrospekcje opisujące nam to co działo się w Arce. Czy w takich społecznościach zawsze chodzi o seks i o to która z kobiet zostanie matką wybrańca? Bo właśnie o to toczy się ta marna gierka.

Jak już pisałam na początku po tym kiedy skończyło się nagranie byłam wkurzona, bo to zakończenie, to rozwiązanie było takie oburzające, takie jakieś bez sensu. Spodziewałam się czegoś... Innego. Takiego 'bardziej'. Tak, wiem, treść książki nie wskazywała na nic innego, ale miałam nadzieję, że nagle nastąpi 'wow', a ja się zatrzymam i szczęka mi opadnie.

No nie.

Później jednak przyszedł moment zastanowienia i musiałam przyznać, że choć być może akcja książki nie jeżyła włosów na głowie to jednak te rozmyślania poksiązkowe już tak. To straszne, jak bardzo można komuś wyprać mózg i co mu do niego wtłoczyć. Jak bardzo musi się w człowieku to zakorzenić, że nawet po przebytej terapii nie waha się i wraca, że w imię wymyślonej ideologi zabija.

___________________________________
Pamiętajcie o tej aplikacji o której wspominałam w poprzednim poście. Nadal jestem w mojej okolicy samotna. To dość frustrujące, bo przecież teraz niby wszystko się dzieje w internecie i wszyscy tam są... Tak, wiem, takie gadanie.

Słucham po raz pierwszy Radia Nowy Świat. Dziś od rana powinni zacząć nadawać na stałe, ale korona ich spowolniła, więc uprzyjemniają człowiekowi wieczór koncertem Waglewskiego.  Początek nadawania przesunięto na 10ty lipca.



21 cze 2020

Wymieniajcie się i bądźcie szczęśliwi.

Powiedzmy sobie wprost. U mnie czytam tylko ja i mój ojciec. Tata jednak czyta całkiem inne gatunki i nie za bardzo zazwyczaj ma ochotę o tym dyskutować. Nie narzeka jednak kiedy dostarczam mu książki z biblioteki, ale staram się wtedy wybierać książki sensacyjne czy wojenne. Kiedy w pełni rozpanoszył się koronawirus miałam nie lada problem, bo bibliotekę zamknięto, a on coś do czytania musiał mieć. Kiedy już wyczerpały mi się możliwości otwarto jednak te cudowne punkty z książkami i mogłam tam wrócić po kolejne lektury.

Sama jednak jestem za tym by rozwijać własną biblioteczkę. Lubię mieć książki, które mi się podobały u siebie. Lubię je kupować nowe, lubię kupować używane. Nigdy się nie wymieniałam, bo nie miałam do tej pory takiej okazji, ale dziś rano trafiłam na całkiem nową aplikację poświęconą temu o czym piszę, książkom.

Nie mam nic przeciw wymianie, to nawet fajne się wydaje, bo nie zawsze chcę pieniędzy za książkę, tym bardziej, że za moją mogłabym dostać tą która mnie interesuje.

Dlatego też tak bardzo ucieszyłam się rano kiedy zobaczyłam, że jest coś takiego jak "Nextplease". Aplikacja, która dopiero co wystartowała, ma umożliwiać sprzedaż, kupno i wymianę książek. I tylko książek.

Wydaje mi się to całkiem fajną opcją, którą z chęcią zaczęłam testować. Problemem jak narazie jest dość mała liczba użytkowników - w mojej okolicy ani widu ani słychu nikogo innego, no, ale nie tracę nadziei, że to wszystko się rozkręci z czasem i może uda mi się z niej w pełni skorzystać.


A tak poza tym, to kupiłam na olx'ie "Księgarenkę w Big Stone Gap" i mam ją już u siebie na półce. I jestem szczęśliwa :)


19 cze 2020

Diabeł, Prada i Zemsta.

"Diabeł ubiera się u Prady" to szczególny przypadek. Książkę czytałam lata temu i od tego momentu w pamięci zaczął mi się skutecznie zapisywać film. Na stałe. Oglądałam go wielokrotnie i znam perypetie Andy, Emily i Mirandy bardzo dobrze. Ostatnio jednak trafił mi się audiobook i postanowiłam sobie przypomnieć jak to faktycznie było.

I chyba lepiej by było jakbym sobie nie przypominała.

Gdyby porównywać książkę do filmu... Cóż, w filmie zrobili to po prostu lepiej. Z drugiej jednak strony ta filmowa Miranda nie mogła się równać z książkowym pierwowzorem. Istny diabeł w spódnicy i dla mniej cierpliwych osób ta bohaterka byłaby zwyczajnym wrzodem na tyłku, którego nie daje się znieść kiedy tylko ten się odzywa. Film nie oddawał tego przerażenia i kołatania serc bohaterek, kiedy znów dzwoniła do nich ich szefowa.

Słuchając książki w wyobraźni widziałam poszczególne sceny z filmu, ale nie czułam się z tego powodu źle. Filmowa chronologia zdarzeń była lepsza, ładniej się składała w całość, a w książce te zdarzenia były poszatkowane, jakbyśmy kilka razy próbowali podejść do punktu kulminacyjnego. Bohaterowie w filmie też tworzyli bardziej zgraną, fajną paczkę niż na kartkach książki czy tam... Ścieżce audio. Wątek alkoholizmu Lily jest taki mało wiarygodny, albo też i osoba Andy jest mało wiarygodnie wykreowana, no niby wie, że przyjaciółka ma problem, ale nie może się nim przejąć, bo praca, wiadomo. Nie jest to jednak dobrze ujęte, jakby autorka, źle wyważyła priorytety i nic z tego nie wyszło.

Nie będę wspominała o kontynuacji, której słucham aktualnie. Andrea stała się okropną histeryczką. Niby prowadzi we współpracy z Emily dobrze prosperujące pismo, wszystko się układa, a jednocześnie martwi ją wszystko i wszystko ją przeraża. W tej pierwszej części była jakaś sympatyczniejsza. Może przez to, że młodsza, bo kontynuacja "Diabła..." dzieje się dekadę później.


11 cze 2020

"Księgarenka w Big Stone Gap" - W. Welch.

Kiedy tak siedzę i zastanawiam się co napisać, bo o dobrych książkach trudno pisać, Małż podpowiada, że: "książka była fajna". Koniec.

Można to tak ująć, najprościej i najnormalniej.

Nie odda to jednak całej przyjemności z jej czytania. Każdego uśmiechu jaki dzięki niej zagościł na mojej twarzy i tego jak optymistycznie ta historia potrafiła mnie nastroić.

Małżeństwo, Jack i Wendy Welch, postanowiło porzucić swoje miejsca w wyścigu szczurów. Nie nadawali się do tego. Zamiast stawiać się co rano w biurze zainwestowali resztę swoich oszczędności w dom w którym postanowili urządzić księgarnię z używanymi książkami.

Sam ten pomysł wydaje się bajeczny. Czytając książkę niejednokrotnie ma się ochotę z nimi tam popracować, pomóc w prowadzeniu interesu i wsiąknąć w społeczność jaką wokół siebie zgromadzili. Ma się ochotę rzucić to wszystko w cholerę i założyć własną księgarnię, raz się żyje.

Na początku nie wydaje się by to mogło się udać. Nie mają biznes planu. Nie mają zbyt wiele pieniędzy. Mają dom i swój własny zbiór książek, które przeglądają by mieć coś na start. Ale to mało. Ruszją więc na tak popularne w Ameryce wyprzedaże garażowe by szukać i kupować książki, które później będą mogli odsprzedawać. Próbują rozreklamować swoją księgarnię, co na początku idzie im marnie. Muszą się mierzyć z mało przychylnymi opiniami miejscowych, którzy nie pokładają w nich zbyt wielkich nadziei. Są obcy, posiedzą pewnie trochę i się zwiną. Małżeństwo swoją pracą i uporem udowadnia jednak, że to nie jest prawdą. Budują wokół siebie społeczność ludzi, których ciągnie do kultury. Organizują im wieczorne zajęcia, angażują się w ich codzienność. Odnoszą sukces dzięki uporowi, pogodzie ducha i szczęściu.

Tak, wszystko to może wydawać się takie cukierkowe i nieprawdopodobne. Może i takie jest, ale nie potrafię spojrzeć na tą książkę krytycznie. Bo dlaczego mam się czepiać, że to trochę chyba naciągane, że w tej historii nie ma jakiś większych momentów zwątpienia czy gorszych chwil bohaterów. Cóż, nie wydaje mi się by to było potrzebne. Ta historia ma nas wyciągać z dołka, pokazywać, że się da i przywracać wiarę w człowieka.

Nawet ja, typowy odludek, momentami chciałam do nich wszystkich dołączyć i coś od siebie dać. Nic w tym złego.

Książka podzielona jest na rozdziały w których autorka porusza różnorakie tematy, od wyboru i wyceny książek po objazdy podobnych księgarń w okolicy. Welch pisze niezwykle lekko, podczas czytania ma się wrażenie, że słucha się opowieści dobrej znajomej przy kawie. Jest przy tym bardzo zabawna i mądra.

"Wierzcie mi, najbardziej przerażające, najtrudniejsze, najsmutniejsze i najważniejsze historie, jakie można znaleźć w księgarni, nie kryją się w książkach, ale w klientach."

"Po lewej będziesz miał ogólną beletrystykę i poezję, książki o sztuce i fotografii, science fiction, fantasy oraz romanse paranormalne (wilkołaki, wampiry i demony, o Boże, albo, jak je nazywa Jack "przygody z sierścią i kłami")."

Jest to doskonała lektura dla osób, które kochają książki. W książce o książkach książki są obracane we wszystkie strony. Nawet stare encyklopedie, które już dawno straciły na ważności mogą się ponownie przydać, choćby na zajęciach z rękodzieła. Welch pisze o rzeczach, które rozczulają, np. jeśli komuś spłonie dom, a miał w nim książki bardzo często zaglądając do księgarni na początek odbudowy biblioteczki wybiera swoją ulubioną książkę z dzieciństwa. Są trudne rozmowy z ludźmi, którzy oddają książki po osobach, które zmarły, lub z którymi musiały się rozstać. Pisze też o rzeczach śmiesznych (trudno u nich znaleźć niektóre pstryczki od światła, bo zasłaniają je książki) i o takich o których się nie myśli, kiedy to przyświeca nam nowa wspaniała idea, która musi, po prostu musi się udać.

Wendy Welch pokazała, że jej zawodowa droga nie sprowadza się tylko do handlowania książkami. Czasem trzeba kogoś wysłuchać, komuś pomóc, pogadać, zrobić herbatę. Wraz ze swoim mężem podjęła ryzyko. Wiele ze swojego domu oddali książkom i zamiast stracić ogromnie zyskali. Są zadowoleni ze swojego życia i szczęśliwi. Oparli się naporowi ebooków czy książek z Amazona.


Wendy i Jack Welch


Muszę ją mieć w wersji papierowej.